023. Reset.

Co za dni! Reset, to mało powiedziane. Co najmniej od tygodnia Irlandia rozpieszcza nas wyjątkowo dobrą pogodą: słońce, niezbyt mocny wiatr, wysoka temperatura (okolice 20C na wyspie to naprawdę lato). Dzięki pandemii zaś pracę mamy z głowy, więc dzień w dzień ze Świechną urządzamy sobie nadmorskie spacery, potem jedziemy na zakupy (ogrodnicze i spożywcze), a wieczorami zajmujemy się ogródkiem: Zrywamy darń dookoła roślin, uzupełniamy ubytki kompostem i obsypujemy ozdobną korą. Dało mi to trochę w kość, bo taki ze mnie ogrodnik, że kopię szpadlem z ułamanym uchwytem (trzonek uznałem za wystarczająco długi do pracy), a moje plecy nie znoszą zgiętej pozycji. Patrząc na powolne postępy, nie mogłem się uwolnić od refleksji, że jeżeli się do czegoś nadaję, to z pewnością nie do ogrodnictwa. Dziś jednak zwróciłem uwagę na pryzmę z zerwanej darni (2,5 metra długa, metr szeroka, 0,8 metra wysoka), a to przecież trawa i korzenie w miarę możliwości otrzepane wcześniej z ziemi, więc jednak trochę tego było. Do tego dochodziło jakieś drobne przesadzanie i oczywiście obfite podlewanie. Obleci, jak na kogoś, kto nigdy przedtem nie pracował w ogrodzie.

Szpak z naszej ulicy.

Sąsiedzi, jak to Irlandczycy, chwalą robotę, zagadują, podnoszą po swojemu na duchu, ale nie to mnie cieszy najbardziej. Co sobie przy okazji użyję życia małżeńskiego, to moje! Zawsze uśmiecham się, gdy o tym myślę, bo jesteśmy razem 24 godziny na dobę i ani przez moment się nie nudzimy swoim towarzystwem. W miesiącach niesprzyjającej pogody dużo siedzieliśmy przed laptopami, regularnie oglądaliśmy filmy, a teraz bez tego mamy poczucie dobrego wykorzystania czasu, a jak nam przy okazji odpoczęła psychika… i jak się dobrze śpi!!! Tylko dzisiejsza wiadomość o śmierci pieska z domu Świechny przygasiła nasze humory i zeszło nam na wspomnienia o zmarłych zwierzakach.

Kawka z naszej ulicy.

Zmiana tematu: Gdy wygaszałem stary blog, jednym z moich założeń było, że w zagadnieniach politycznych zrezygnuję z tłumaczenia i przekonywania, zminimalizuję analizy, za to skupię się na swoich odczuciach dotyczących sprawy. W związku z tym, trzymając się planu:

Gawron z naszej ulicy.

Bardzo się cieszę, że pojawił się wreszcie kandydat na prezydenta z wiedzą, prezencją i kulturą odpowiadającą roli, o którą się ubiega. Nie zamierzam ani przekonywać, ani uzasadniać – Trzaskowskiego każdy może sobie wygooglać i sprawdzić kwalifikacje. Ta zmiana już na starcie wywołała taką reakcję wyborców (sondaże), że wymusiła na PiS paniczne ruchy szczujni, a jak znacie retorykę tej partii, swój trolling zaczęli od hasła „wróg kościoła”.

Jaskółki z naszej ulicy.

Ponieważ dziś normą jest, że trolle pracują w TVP, właśnie z tej strony padło pytanie do Trzaskowskiego, dlaczego wycofał swe dzieci z przygotowań do I komunii. „Jest pan źle poinformowany, moja córka była u komunii” padła odpowiedź demaskująca pierwsze łgarstwo trolla, który niezrażony ponowił pytanie w odniesieniu tylko do syna. I tutaj padła odpowiedź, która sprawiła, że pomyślałem o Trzaskowskim, jak o porządnym Polaku: „Kościół nie zdał egzaminu, gdy PiS atakował sądy czy prawa kobiet, gdy protestowali niepełnosprawni czy mamy dzieci ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi. Dlatego nie wysłałem Stasia (syna) na komunię i nasze dzieci nie chodzą już na religię”. Wreszcie Polak na tak wysokim publicznym stanowisku, który chroni własne dzieci przed klerem nie bawiąc się w kalkulacje, że może opłaci się dziecko posłać w chciwe pedofilskie łapska, bo tradycja, bo co mama powie, bo politycznie się może opłacić.

Wrona z naszej ulicy.

Druga sprawa, która mnie ucieszyła, to hip-hop Ziemowita Gowina, rodzonego syna Jarosława Gowina. Zawsze się zastanawiałem, jak rodziny czopków Kaczyńskiego mogą milczeć w temacie płaszczenia się PiSiorów u nóg wodza, jak mogą nie buntować się przeciw takiej hańbie. Jak rodzina Brudzińskiego może spojrzeć w oczy ludziom po tym, jak Joachim wakacje zamiast z żoną, spędzał z żoliborskim dziadygą, ganiał z parasolem osłaniając swojego pana jak niewolnik (zwracam uwagę, że to nie żaden adiutant, który zgodnie z protokołem dyplomatycznym ma wykonywać tę czynność przy oficjalnych wizytach zagranicznych gości, tylko to zwykły, nadgorliwy międzypośladkowy bez grama honoru), chociaż w PiS z parasolem to nawet za Jackiem Kurskim uganiał się jakiś młody wazeliniarz – świeżo mianowany dyrektor bez matury – im się najwyraźniej wydaje, że to podnosi ich rangę.

Kos z naszej ulicy.

Spójrzmy jeszcze wyżej (teoretycznie): Jak rodzina Dudy może patrzeć jak tatuś niby-prezydent na komendę zwykłego posła dyma po nocy na Żoliborz z podpisanymi ustawami w zębach, jak rodzina niby-wicepremiera Glińskiego znosi piętno taty – tableta. ZERO BUNTU? ANI JEDNEGO STRAŻNIKA GODNOŚCI?! I nagle widzę rodzonego syna Jarosława Gowina, który wypłaca tatusiowi całą należność za lata hańby i poniżenia, za obserwowanie jak ojciec, który miał być wzorem do naśladowania, płaszczy się przed prezesem panem i brnie coraz głębiej między poślady niedołęgi.

Ziemowit Gowin – Państwo z dykty.

Wiecie, dlaczego mnie to cieszy? Bo zmiana w polityce nastąpi jedynie wtedy, gdy obywatele w życiu codziennym będą postępować tak, jak chcieliby, żeby postępowali politycy. To proste: Mierzi cię pedofilia kleru i jego upolitycznienie? Nie posyłaj do nich swoich dzieci, sam tam nie chodź! Obrzydza Cię, do jakiego stopnia polityk może się sprzedać? Sam się nie sprzedawaj, choćby kupującym był rodzony ojciec!!!

Wróbel z naszej ulicy.

Dzisiejszy post zilustrowałem zdjęciami ptaków, które odwiedzają nasz dom (obiecałem Nitagerowi, że mu pokażę, którzy skrzydlaci mieszkańcy Irlandii smucą się zamiast gołębi, gdy długo nie myję samochodu). Zabrakło mew, spóźniłem się z przygotowaniem aparatu.

022. Miałem sen.

Miałem sen…, ale nie taki pompatyczny i po części proroczy, jak niegdyś Martin Luter King. Nie było tam żadnych synów i córek zwaśnionych stron siadających do wspólnego stołu. Były moje skarpetki, które według swojej najlepszej wiedzy wrzuciłem wieczorem do kosza na brudną bieliznę, a we śnie nosiła je kobieta, która na moją uwagę, że ja nosiłem je wczoraj, ale mam świeże, takie same w szufladzie i jak chce, to jej dam, tylko się zaśmiała. Dziwne rzeczy dzieją się w mojej głowie.

Sztorm sobie poszedł. Dziś mamy piękną, słoneczną pogodę, jak to miło móc wywiesić pranie do suszenia pod gołym niebem, zamiast zagracać nim małe mieszkanie.

Oprócz snu trochę się działo: Wczoraj przybyli do nas znajomi wyciągając nas na plażę. Pogoda jak w lipcu, więc zaliczyliśmy nawet zaleganie plackiem (znaczy Świechna zaliczyła, ja siedziałem obok, bo mój kręgosłup na widok nierównego i twardego podłoża powiedział mi wprost: jak ci przyjdzie do łba się tu położyć, to nie wstaniesz o własnych siłach). Pięknie tu jest. Przypomniałem sobie moją pierwszą w życiu wycieczkę na irlandzkie wybrzeże – na półwysep Dingle. Była podobna pogoda, może nawet cieplej, a ja jadąc samochodem miałem ochotę wysiąść i iść pieszo. Dzień, dwa, tydzień, dwa tygodnie, żeby niczego nie stracić. Nie spodziewałem się wtedy, że Irlandia jest tak wspaniała. Dzisiaj już wiem.

Po powrocie trzeba było zakasać rękawy i rozsadzić resztę roślinek. Miejsce, które dla nich wybrałem okazało się dla mnie koszmarem – kamień na kamieniu, mniejsze, większe, łupiące się i twarde, cały wybór. Do tego gęsta darń i pełno perzu do usunięcia. Pracę szacowałem na półtorej godziny, wyszło dwa razy dłużej, a mój kręgosłup powiedział do mnie wielkimi literami, naśladując głos Bogusia Lindy w roli Franza Mauera: CZY TY JESTEŚ POJEBANY? CZY JA MAM CIĘ ZABIĆ, ŻEBYŚ ZROZUMIAŁ, ŻE TO NIE SĄ JAJA?! DO ŁÓŻKA, JUŻ!!! Tak też uczyniłem.

Skłamałbym, gdybym powiedział, że dziś wstałem, jak nowo narodzony. To było bliżej starego przysłowia, że jeżeli w pewnym wieku nic nie boli, znaczy że człowiek umarł, a tu nadchodził kolejny słoneczny dzień zapowiadający inny rodzaj gimnastyki, czyli malowanie szopki i płotu. Należę do ludzi, którym łatwo przychodzi odkładanie roboty na później, ale w Irlandii ładną pogodę trzeba wykorzystać, bo szybko możemy pożałować. Dwie warstwy farby nałożone, więc jak dobrze pójdzie (czyli nie będzie padać), to jutro będzie po robocie. Kot Ryszard wszystko nadzorował i mówi, że na razie jest O.K.!

Zmarł dr Andrzej Szaniawski – ofiara Zbigniewa Ziobro, bandyty który w latach 2005-2007 korzystając z partyjnej funkcji Ministra Sprawiedliwości połączonej bezprawnie z funkcją Prokuratora Generalnego wsadzał do więzienia lekarzy, którzy według niego byli skorumpowani, a brak dowodów zupełnie zwyrolowi nie przeszkadzał – sami poczytajcie klikając tutaj, ciekawe są zwłaszcza kuriozalne podstawy aresztowania. Tak się złożyło, że doktor Szaniawski cierpiał na cukrzycę, a poprzedniego dnia przed aresztowaniem złamał sobie szczękę. Zbrodniczy(a) prokurator(ka) aresztujący doktora, jak i równie zbrodnicza załoga aresztu wydobywczego nie udzielała mu właściwej pomocy medycznej, a lekarstwa na cukrzycę musiała przemycać małżonka. Tak naprawdę to co zrobił gang Ziobry, powinno być sądzone jako usiłowanie zabójstwa, sam zaś Ziobro i prokurator aresztujący doktora powinni być sądzeni również za udział w zorganizowanej grupie przestępczej ze sprawstwem kierowniczym. Doktor Szumowski był bezprawnie przetrzymywany przez rok, jego koleżanka dr Ludwikowska przez 9 miesięcy, więc w zorganizowanej grupie przestępczej był też sędzia zatwierdzający areszt i jego przedłużenie. Tym bandytom nic nie grozi, ich nazwiska (oprócz Ziobry, ale to ze względu na politykę) nawet nie padają w artykułach prasowych, bo dziennikarze się boją zadrzeć z mafią. Tak jest w większości artykułów o zbrodniach sądowych. „Prokuratura”, „Sąd”, jakby odpowiedzialni za te zbrodnie zwyrole nie mieli imienia, nazwiska, adresu, stanowiska. Ta banda nigdy się sama nie oczyści. Jestem głęboko przekonany, że dopóki nie powstanie gang zarzynający przestępców sądowych, żaden z nich nie zostanie przez żaden sąd ukarany, ba, żadna prokuratura nie sporządzi żadnego aktu oskarżenia. Jestem jednak dziwnie spokojny, że taki gang nie powstanie, bo gangi nie są organizacjami charytatywnymi, a przestępcami działającymi dla zysku. Marna pociecha, że dr Andrzej otrzymał 450 tysięcy złotych zadośćuczynienia za bezprawny areszt (z państwowej kasy – nie z kieszeni winnych), skoro zrujnowane zdrowie doprowadziło go do śmierci, a zbrodniarze sądowi żyją i długo będą na wolności.

Marek Grechuta – Kantata.

To się dzieje i działo cały czas. Bez względu na władzę. Jedyna różnica jest taka, że dziś Ziobro chce przestępców sądowych wykorzystywać do walki ze swoimi przeciwnikami politycznymi. Poza tym nadal bandyci wydają nakazy tymczasowego aresztowania, zbrodniczo przedłużając je w nieskończoność, nie udzielając aresztowanym pomocy medycznej, niszcząc ich zdrowie i reputację, rujnując ich rodziny. I są w tym całkowicie bezkarni. Gdyby się przy mnie topiła najpiękniejsza nawet pani prokurator, palcem bym nie kiwnął, choć posiadam wystarczające umiejętności, żeby próbować jej pomóc. Gdy będę mógł zaszkodzić, zaszkodzę. I nie zmienię tego dopóki przestępcy sądowi nie zaczną być sądzeni, a nie zaczną – żadna siła polityczna nie idzie w tym kierunku, nikt potężny nie jest tym zainteresowany, tym bardziej przestępca sam siebie nie będzie chciał oddawać pod sąd. Chciałbym móc napisać „Miałem sen, że każdy zbrodniarz sądowy zostanie ukarany i z nawiązką odda swym ofiarom i ich rodzinom to, co zabrał”. Ale ja śniłem tylko o skarpetkach.

021. Schowani przed huraganem.

W środę żyłem emocjami po dokumentnym rozwaleniu Trójki, doszły do tego informacje o zabagnieniu stadniny w Janowie do poziomu Polaka – cebulaka, który na mocy „sprawiedliwości dziejowej” przejął stadninę po fachowcach i topi ją w gnoju.

Artur Andrus – 1999.

Na szczęście wieczorem obejrzeliśmy sobie „Moje córki krowy” – Świechna po raz pierwszy, ja zaś sobie odświeżyłem film po czterech latach. Kinga Dębska jest naprawdę świetną obserwatorką i zdaje się przykładać wagę do konsultacji psychologicznych, bo idealnie wyłapuje charakterystyczne cechy właściwe dla różnych typów zaburzeń. Mimo tego, że tytułowe bohaterki bywały irytujące, podobnie jak ich ojciec, a wszyscy tkwili po uszy w problemach życiowych, nie oszczędziły ich też tragedie, to wyszedł z tego ciepły film, po którym miałem poczucie, że życie jest dobre i warto przez nie przejść najlepiej jak umiemy. No i to wrażenie spójności obrazu, scenariusza i gry aktorskiej – świetnie dobrana obsada, niemalże czułem to samo, co występujące w filmie postaci.

Piotr Bukartyk – Kup sobie psa.

Od czwartku pogoda zaczęła się narowić, to huragan walący centralnie w zachodni brzeg wyspy zamiast pójść sobie prosto, robił widowiskowy nawrót nad Morzem Irlandzkim i atakował nasze wybrzeże, na szczęście dużo słabiej, choć nawet to nie było przyjemne. Plus taki, że nie naniósł nam zbyt intensywnych opadów, zrosił ziemię z umiarem i niósł ciepłe powietrze. Gdyby wiatr o takiej sile pochodził z Arktyki, mielibyśmy powrót zimy, na szczęście przywiało do nas powietrze ze strefy międzyzwrotnikowej.

The Doors – Riders On The Storm.

Unikaliśmy wychodzenia z domu, a czas spędzaliśmy między innymi śledząc reakcje na film Latkowskiego „Nic się nie stało”. Tylko tyle mogliśmy, bo nie znaleźliśmy dokumentu w sieci, mimo to dowiedzieliśmy się całkiem sporo. Po pierwsze, komentatorzy dość zgodnie oceniają, że to co było udokumentowane, autor splagiatował z prac innych dziennikarzy śledczych zajmujących się sprawą ofiar Krystka, a to co dodał od siebie, było rzuconą na oślep insynuacją. Po drugie, właściwie jedyną informacją dodaną do tego, co już było wiadomo z wcześniejszych doniesień dziennikarskich było to, że w międzyczasie prokuratura zrobiła niewiele. Chciałbym obejrzeć ten film, żeby się przekonać na własne oczy, ale już cieszę się, że niektóre z osób czujące się pomówionymi chcą wejść na drogę sądową. Osobiście uważam, że każda sprawa o kontekście pedofilskim wymaga rozpoznania przez prokuraturę i sąd, także jeśli to pomówienie, bo pomówienie w takiej sprawie, to niezłe ohydztwo. Swoją drogą, jak to się stało, że po emisji dwóch filmów braci Sekielskich na temat molestowania dzieci, pan Latkowski jeszcze nie załapał, na czym polega różnica między udokumentowanymi faktami (zeznania ofiar, rodziców, wypowiedzi sprawców czynów zabronionych i tych, którzy kryli sprawców) a daleko idącymi konfabulacjami. Mimo, że po taśmach Wprost miałem o Latkowskim jak najgorsze zdanie, nie spodziewałem się, że w tak poważnej sprawie pozwoli sobie na równie marny materiał dowodowy.

Bielizna – Pani Jola.

Oczywiście nie tylko Latkowski wypełniał nasze rozmowy. Przy okazji wyglądającego na fejkowe zdjęcia sugerującego podobieństwo nagiego mężczyzny uprawiającego seks z nie wiadomo kim do Dudy Andrzeja (marna jego jakość sprawia, że może być to każdy łysiejący pan w kryzysie wieku mocno średniego z dowolnego regionu globu), zeszło nam na panią Jolę twierdzącą, że ma romans z prezydentem. Jej wypowiedzi wyglądają na symptomy poważnych, choć niezdiagnozowanych zaburzeń (prawdopodobnie wykorzystywanie ich do jakichkolwiek celów pozaterapeutycznych jest wykorzystaniem osoby chorej). Ani ja, ani Świechna nie wyobrażamy sobie, by osoba mieszcząca się w normie posuwała się do tego typu wyznań bez ich poparcia jakimikolwiek sensownymi dowodami, bo umówmy się, o ile na Andrzeja Dudę są dobrze udokumentowane oskarżenia o łamanie Konstytucji, są też dobrze udokumentowane informacje, że teoretyczny prezydent nie czuje obciachu i nie wie, że tweetowanie z Leśnym Ruchadłem, nieco zbyt czułe gesty wobec byłej szefowej sztabu wyborczego, czy rapowanie „Ostrego cienia mgły” prestiżu mu nie podnoszą, ale w sprawie rzekomego romansu z Jolą z okolic Łososiny Dolnej, to żadnego punktu zaczepienia nie ma. Jedyna sprawa, na którą mamy namacalne dowody, POWAŻNA SPRAWA, to totalny brak kompetencji ochrony prezydenckiej. Wyobrażacie sobie, żeby jakaś kobita rzuciła się na szyję Trumpa, Putina, Wojtyły? Ochrona natychmiast by ją powaliła! To przecież widać, gdy ktoś chce zrobić coś więcej, niż podać rękę do uściśnięcia, a to było naprawdę dużo więcej. Czy to możliwe, żeby zatrudniać aż takich ignorantów? Ta ekipa niczym mnie nie zadziwi, rekordowa ilość wypadków członków najwyższych władz i dalsze zatrudnianie znajomków w miejsce fachowców spokojnie współegzystują, więc niepokój mój budzi inna myśl: „Może oni celowo wystawiają Dudę na atak psychofanki lub psychofana licząc, że zmobilizuje to szeregi ich wyborców”. Odpędzam ją jako zbyt spiskową, ale i tak mam złe przeczucia co do Polski. Według mnie na włosku wisi kolejna tragedia. Niedbalstwo po pierwsze, agresywne zachowanie kulsonów po drugie, arogancja władzy po trzecie.

020. O skutkach mylenia dni tygodnia i nie tylko.

Niedzielę rozpocząłem od pomylenia jej z poniedziałkiem. Dziarsko wybierałem się do otwartego po pandemicznej przerwie sklepu ogrodniczego, a moja pewność siebie była tak wielka, że Świechna z dużą dozą niepewności zapytała, czy otwarcie nie nastąpi następnego dnia. Gdy na f-b znalazłem info, że sklep otwierają w poniedziałek, od razu przekazałem to lubej z myślą, że zaraz wskakujemy w samochód, gdy tymczasem sprowadzony zostałem na ziemię spokojnym „To znaczy jutro. Jutro jest poniedziałek”!

Wracając do niedzieli…, zebrało mi się na wspomnienia. Lata czarnej dupy, początek stanu wojennego, nastroje minorowe, skrajnie antyrządowe. Miałem 11 lat i widziałem już czołgi na ulicach (obserwowałem przejazd kolumny pancernej do pacyfikacji ZA. Puławy – naliczyłem ponad 30 czołgów i ok 70 bojowych wozów piechoty), za cholerę nie rozumiałem co to znaczy, była to dla mnie raczej ciekawostka, ale nastroje grobowo – kontestacyjne były wyczuwalne nawet dla takiego łebka. W kwietniu 1982 władza podjęła próbę rozładowania napięcia i zezwoliła na coś, co miało się stać legendą: Listę Przebojów Programu III PR. Prowadził ją Marek Niedźwiecki, a można w niej było usłyszeć oprócz zagranicznych gwiazd rocka, niekoniecznie lubianą przez władze PRL czołówkę polską: Perfect, Maanam, TSA, Republikę. Pamiętam, że kibicowałem ulubionym zespołom mocniej, niż reprezentacji piłki nożnej. Oczywiście nie miałem żadnego osłuchania muzycznego, mój gust również daleki był od wyrafinowanego, można powiedzieć że gówno się znałem na muzyce, ale wiedziałem co znaczy „chcemy być sobą” i „biała flaga”, a dwa lata później wiedziałem także, że Kora nie straszy Kreona z tragedii Sofoklesa, ale że zwraca się do dużo bardziej realnej postaci (czy dziś na Żoliborzu ją słyszą?). Dobrze się złożyło, że istnienie legendarnej listy zostało zakończone utworem Kazika „Twój ból jest lepszy niż mój” i tak przejdzie do historii. Z momentem odejścia Niedźwieckiego Lista przebojów Programu III wraca w najczarniejszą dupę stanu wojennego, zamienia się w Listę TRUJKI i dobrze by było, by poprowadzić ją zechciał PiSowski partyjniok, prokurator stanu wojennego, Stanisław Piotrowicz wraz z Plugawym Krystynem, Julią Przyłębską i z nowo odkrytym raperem znanym jako Ostry Cień albo D.U.P.A.! Wykonawcy zmienią się również, być może usłyszycie tam Zenona Martyniuka ze Sławomirem, nie wątpię że współprace chętnie podejmą bracia Golce i grupa Pectus. Do tych ostatnich dwa słowa: Jak tam, marni PiSowscy prowokatorzy? Nie udało się wystawić na żer waszej trollowni byłych prezydentów. Takim słodkim, niewinnym głosem ich nominowaliście, a oni was olali!!! DZIŚ JUŻ TYLKO CHUJKI PRACUJĄ DLA TRUJKI (nie poprawiać)!

Perfect – Chcemy być sobą.

Rozmawialiśmy też o komentarzach do dokumentu braci Sekielskich „Zabawa w chowanego”. Jeden z najciekawszych, bo patrzących znacznie szerzej, niż samą pedofilię, przeczytaliśmy na łamach KATOLICKIEGO CZASOPISMA „WIĘŹ”. Serdecznie zachęcam do przeczytania – kliknij tutaj. W dużym skrócie: Autorka robi katolikom gorzki rachunek sumienia, wypominając że to oni sami zrobili z duchownych święte krowy, postawili ich zarówno ponad prawem, jak i ponad obowiązkami wynikającymi z posługi kapłańskiej, do tego stopnia, że nikt nawet nie próbuje pójść do swojego biskupa z problemem, bo wie, że nie zostanie wysłuchany. Temat nie jest istotny, tak po prostu jest, biskupi mają ich w dupie, a wierni traktują to jak normę i nie widzą w tym nic złego. Najsmutniejsze jest to, że artykuł zawiera sprawy oczywiste, a wymaga on wyróżnienia, jakby był odkryciem na miarę elektryczności.

Bob Dylan – Hurricane.

Dużo się działo w niedzielę, bo wieczorem zarezerwowaliśmy sobie czas na obejrzenie wstrząsającego filmu fabularnego Macieja Pieprzycy „Jestem mordercą” (2016), opartego na motywach śledztwa w sprawie „wampira z Zagłębia”. Film bardzo dobry aktorsko, choć naprawdę na wyżyny wybiła się grająca drugoplanową rolę Agata Kulesza. Nie dość, że dała się oszpecić, to jeszcze zagrała taki lokalny koloryt, jakby się tam wychowała. Oczywiście strasznie na mnie wpłynął temat, kolejny dowód na to, że trio śledczy – prokuratura – sądy, to zorganizowana grupa przestępcza. Hańbą jest, że tak w PRL, jak i RP po roku 1989 nie został skazany żaden przestępca sądowy i żadnemu to nie grozi.

Daab – W moim ogrodzie.

W poniedziałek oczywiście nie mogłem odpuścić zakupu brakujących roślinek. Długo, bardzo długo przyglądaliśmy się ofercie, ostatecznie decydując się na 6 żurawek (po dwie w każdym z dostępnych kolorów), 3 różne lawendy i jeden krzaczek rozmarynu. Do tego farba do malowania szopki i płotu, pędzel – można pracować nad wyglądem naszego gniazdka.

Dziś sadziliśmy krzaczki. Coraz częściej nasze życie przypomina mi bajkę dla dzieci. Taką o szczęśliwych zwierzątkach mieszkających na wsi w swoich domkach, gdzie na ulicach pozdrawiają wszyscy wszystkich, a każda aktywność spotyka się z życzliwym zainteresowaniem – niezależnie od tego, czy idziesz na spacer, pobiegać, wybierasz się do sklepu, czy pracujesz w ogródku. Trochę jak w Misiu Uszatku, choć bardziej przypomina mi to jakieś anglojęzyczne bajki współczesne. Patrzę sobie na moją Świechnę i jestem szczęśliwy. Gdy miałem 20-30 lat, zdawało mi się, że w związku będę potrzebował jak powietrza „urlopów od małżeństwa”, czyli „wyskoków za miasto” z kumplami, byłem przekonany, że moja dusza włóczykija będzie tego wymagać. I patrzcie: Okazało się, że Świechna ma taką samą duszę, więc nie potrzeba nam „urlopów”, bo najbardziej lubimy przebywać ze sobą, włóczymy się razem. Po plażach, klifach, po górach, ulicach miast, galeriach (młodszym czytelnikom przypominam, że to takie miejsce, gdzie można obejrzeć dzieła sztuki: obrazy, rzeźby, fotografie…). Niedługo minie 3 lata, gdy się po raz pierwszy zobaczyliśmy na żywo. Od tego czasu byliśmy razem w tylu pięknych miejscach, że można by z nich zrobić kilkutomowy przewodnik, widzieliśmy razem tyle wspaniałych filmów i spektakli, odbyliśmy niewyobrażalną ilość dyskusji…, wydaje mi się, że nigdy nie było inaczej. Najlepsze jest jednak to, że wszystko znajdowaliśmy „na wyciągnięcie ręki”. Nie jeździliśmy z biurami podróży w poszukiwaniu egzotyki, choć jeśli trafi się okazja, skorzystamy i z tego. Po prostu żyjemy w pięknym świecie, wszystko mamy pod ręką. Nawet sąsiadów mamy wspaniałych. Jak z bajki 🙂

019. Winni!

Wydarzeniem dnia była oczywiście premiera „Zabawy w chowanego” braci Sekielskich. O filmie rozmawiam ze Świechną na „Związku niesakramentalnym” – kliknij tu, by poczytać, tutaj zaś napiszę tylko, że dokument jest z gatunku „trzeba zobaczyć”. Pewnych spraw można się było domyślać. Z nowości, poruszona jest w filmie sprawa utajnionej instrukcji MINISTRA ZBIGNIEWA ZIOBRY, nakazująca przekazanie spraw pedofilii duchownych do wglądu prokuratury krajowej (w praktyce – do osobistego wglądu Ziobry), a także nakazująca udostępnianie akt sprawy kurii, zatem otwiera drogę do mataczenia: ustawienia zeznań świadków i zniszczenia trefnych dokumentów. Ziobro po raz kolejny pomaga kościelnym pedofilom, którzy być może będą dzięki temu mogli gwałcić jego nieletnich synów, skoro Zbyszek w imię interesu partyjnego tak im to ułatwia. Dzielny pan Zbyszek Ziobro mógłby z raz, czy dwa podczas wspólnych wieczorów z wspierającą go małżonką, Patrycją Kotecką, wizualizować sobie łapska kapłana w majtkach ich dzieci, ich małe pupcie poklepywane przez lubieżnego satyra w koloratce. Rodzina jest najważniejsza, prawda? Cokolwiek uczyniliście jednemu z tych najmniejszych, mnieście uczynili!!!

Bracia Sekielscy – Zabawa w chowanego.

Co poza tym. Tym razem dobra wiadomość o W. – mam kopię oświadczenia ordynatora twierdzącego, że uznali formalnie przyjęcie na obserwację i leczenie.

Władza przekroczyła kolejną granicę bezprawia – mimo immunitetu zatrzymano senatora RP, podczas manifestacji w Warszawie. Oj, jak protestujący dotrą na Żoliborz, to będą potrzebne zrzuty pampersów.

A teraz muzyka i rozrywka. Marek Niedźwiecki odchodzi w proteście przeciwko ingerencji PiSowskich partyjnioków w legendarną listę przebojów trójki. „Twój ból jest lepszy niż mój” Kazika zajął pierwsze miejsce minionego notowania. W ramach PiSowskiej wersji wolności słowa, czujni międzypośladkowi Jarosława K. zdjęli ze strony radiowej trójki zapis tego notowania. Mało tego, władze tego, co kiedyś było „Trójką” ogłosiły, że notowanie się nie liczy, bo doszło do manipulacji. Aj, ci słuchacze, manipulują i manipulują! To żeby wazeliniarzom Kaczyńskiego nie wydawało się, że o tym fakcie nie wiemy, zamieszczam poniżej teledysk, zachęcam do obejrzenia i wysłuchania, a dodatkowo informuję, że sugerowałbym jeszcze głębsze wejście między poślady dziadygi z Żoliborza, to takie bardzo męskie, honorowe, jest się czym pochwalić przed rodziną, zwłaszcza dziećmi. ZOSTAŃ KUWETOWYM SYNU!!!

Kazik – Twój ból jest lepszy niż mój.

Od poniedziałku otwierają nam na nowo sklepy ogrodnicze. Mam nadzieję odnaleźć brakujące roślinki, a jak będzie jakiś fajny, większy krzew, to spróbuję namówić na niego Świechnę.

018. Ciężkie sprawy do szybkiego załatwienia.

Aura coraz częściej zahacza o rejestry letnie. Nie nazwę tego „stabilizacją”, bo w Irlandii nie ma czegoś takiego, jak pogoda ustabilizowana, ale słońce, słaby wiatr i temperatura 15C+ występują coraz częściej. Wczorajszy wyjazd po chleb był przyjemnością, ludzie od słońca robią się tu jeszcze bardziej radośni niż w szare dni, nawet oczekiwanie w kolejce dość daleko wystającej poza sklep (obowiązuje social distancing) było stanem raczej miłym, ja przynajmniej lubię pogrzać kości na słońcu.

Po zakupach byłem nadal nastawiony na czyn, a że właśnie przypomniałem sobie pewną maksymę (gdy długo nie myjesz samochodu, gdzieś smuci się gołąb), postanowiłem podzielić się dobrym nastrojem z ptakami. Radośnie wjechałem na myjnię, po czym nie zatrzymując nawet na moment samochodu, zawróciłem – ilość osób, które wpadły na ten sam pomysł zmieniła moje plany.

Marek Grechuta – Może usłyszysz wołanie o pomoc.

Kilka dni temu Świechna po raz kolejny podjęła próbę pomocy w zbiórce dla Norberta. Klikając tu – w ten akapit, możecie przeczytać, co ma do powiedzenia na ten temat, ja ze swej strony dołączam się tutaj:

Małe ćwiczenie na wyobraźnię:

Krok 1. Wyobraźmy sobie, że budzimy się w sytuacji, gdy nie możemy w żadnym temacie liczyć na rodzinę i dowiadujemy się, że mamy ciężką postać cukrzycy.

Krok 2. Wyobraźmy sobie, że żyjemy w biednej wsi na Lubelszczyźnie – nawet do sklepu daleko.

Krok 3. A potem następuje lawina: Powoli organizm odłącza coraz to inne narządy, powoduje to serię schorzeń wymuszających coraz to nowe, kosztowne terapie, a także amputację nogi. Coraz częściej „odcina Wam prąd”, zasypiając nie wiecie, czy rano otworzycie oczy. Ze śpiączki można się wybudzić albo i nie, a to mała wieś, pomoc jest daleko. Jest oczywiście PAŃSTWO, które ma konstytucyjny zapis o bezpłatnej pomocy medycznej, więc byle pijany siurek może za darmo iść do przychodni po zwolnienie kacowe, a byle hipochondryk również gratisowo przyjdzie zająć lekarzowi pierwszego kontaktu cenne pół godziny pracy swoimi urojeniami. Na nich to Państwo wywala grubą kasę, przez co przewlekle chorym przyznaje symboliczną rentę, która w całości wydawana jest na lekarstwa – na nic więcej nie starcza. Ogarniacie swoją sytuację? Teraz jesteście na wsi, bez nogi, z groźbą śpiączki, a rentę zaraz po otrzymaniu wydajecie na miesięczny zapas lekarstw, bez których pozostałe członki wam zaczną odpadać, a któregoś ranka po prostu nie wstaniecie i nawet nikt Waszej nieobecności nie zauważy. I wydaje się, że to koniec, gdy nagle pojawia się REALNA POMOC. Prowokacyjnie spytam, czy myślicie, że może ze strony instytucji ironicznie nazywającej się „Pro-life”? W końcu rodzina sprowadziła Was z niebytu na żyzną Lubelszczyznę, a potem umyła rączki. Żartowałem, chachacha….!!! Przecież oni nie są od życia, tylko od zygoty. Wam pomaga dobry człowiek, który przyjął Was pod swój dach, również mieszka na wsi, tak jak Wy nie ma nogi, na szczęście nie ma cukrzycy i uważa, że przyjaźń i ludzka solidarność ważniejsza jest od pieniędzy. No i teraz dwie renty przypadają na jedno mieszkanie, a nie na dwa. Tyle dobrych wieści. Ceny leków się nie zmieniły. Na rękach brakuje miejsc, by się wkłuć w żyłę. Sytuację uratowałaby pompa insulinowa, ale polski system opieki zdrowotnej woli sponsorować zasrańców wyłudzających zwolnienia lekarskie (jak nie przymierzając znana z tego procederu PiSowska prezes Trybunału Konstytucyjnego, niejaka Przyłębska Julia), niż leczyć realnie chorych – pompy od Państwa nie będzie. Kosztuje 25 tysięcy złotych. To nie jest jakaś niewyobrażalna kwota, dziesięć razy tyle odprawy dostaje „z zawodu dyrektor” spółki skarbu państwa, którego partia rządząca zastępuje nowym „z zawodu dyrektorem”, którego zmienią za trzy miesiące i jemu również wypłacą dziesięć razy tyle. Możecie liczyć tylko na siebie. Nie pójdziecie protestować, bo partyjne trolle Was zgnoją, a jak będzie trzeba, to i zadepczą – widzieliśmy to podczas protestu niepełnosprawnych.

Macie ponad 40 lat, więc nie wzbudzicie takiego wzruszenia darczyńców, jak chore dziecko. Mimo to, WOŁACIE O POMOC – i nie chodzi tu o modlitwę.

Norbert i Andrzej zbierają pieniądze na pompę insulinową. KLIKNIJCIE TU – W TEN AKAPIT, JEŻELI CHCECIE POMÓC. Spójrzcie na liczby. 1350 udostępnień, a uzbierali jedynie 3148 złotych (godzina 16.00 czasu greenwich, piątek 15-go maja 2020). Gdyby każdy z niepłacących udostępniających przelał choć 10 złotych, chłopaki mieliby już połowę wymaganej kwoty. Jednak tysiąc trzysta pomnożone przez zero złotych daje złotych zero. Zebraną dotychczas kwotę zrobiło 46 osób, które coś przelały. Norbert i Andrzej – w przeciwieństwie do mnie – są bardzo wierzący i w życiu by tego nie powiedzieli, co powiem teraz ja. Zwracam się do Czytelników: Jeżeli jesteście niewierzący, po prostu zróbcie to, co możecie pamiętając, że każda niewielka kwota przelana na koto zbiórki jest tym, co robi wynik. Jeżeli zaś jesteście wierzący i uważacie, że modlitwa Wam pomaga, choć raz w życiu pomódlcie się właśnie o to, by modlitwa Wam pomogła, nie zastępujcie modlitwą o cudze zdrowie realnej pomocy. Nie mam na dzień dzisiejszy informacji, ile teraz przeciętnie rzuca się na tacę i nie jestem pozyskaniem takiej wiedzy zainteresowany, ale możecie jednorazowo przekierować taką kwotę tam, GDZIE JEJ BRAK NA CO DZIEŃ, BRAK NA NIĄ NAWET NADZIEI, jeżeli tylko zechcecie. TU KAŻDA POMOC JEST POMOCĄ, A KAŻDE ZERO POMOCY, TO ZERO.

Przed chwilą mieliśmy szczęście delektować się obiadem zrobionym przez Świechnę. Taka mała radość w małym, ciepłym i przytulnym domku na wybrzeżu Morza Irlandzkiego. Rozmawialiśmy o tym, że Norbert nie zawsze ma możliwość przeżycia takiej przyjemności – ciągle musi być na diecie, na którą też potrzebne są środki finansowe. Przy okazji dziękujemy wszystkim tym, którzy dołączyli się do zbiórki.

Dżem – List do M.

Na zakończenie o wczorajszym seansie filmowym. W trybie niewyborczym, przypomnieliśmy sobie „Skazanego na bluesa” Jana Kidawy Błońskiego, czyli rzecz o Ryśku Riedlu. Powiem Wam, że prawie wszystko mnie tam drażniło. Ukrywanie genezy nałogu, etapu kuszenia beztroską zabawą, tej pozornej fajności, wspólnego z rówieśnikami przeżywania młodości. Nie zobaczyłem tego w filmie. Nałóg był jak jakaś tajemnicza siła otaczająca Ryśka nie wiadomo skąd i nie wiadomo dlaczego. Nie było widać wpływu destrukcji nałogu na rodzinę, choć małżonka i syn legendarnego wokalisty Dżemu mieli główne role w scenariuszu. Fatalnym scenariuszu próbującym opowiadać historię bez jej najistotniejszej części. Scenariuszu, który nawet nie próbował pokazać ogromu problemów, z jakim zetknęła się reszta grupy Dżem za sprawą nałogu Ryśka. W każdej sekundzie miałem wrażenie strasznego ślizgania się po temacie. Niemal każda scena była zrobiona tak, że podejrzewałem fikcję, zwykłe zmyślenia. Mimo tego wzruszałem się na tym filmie, ale nie z powodu obrazu, a muzyki. To kawał mojego życia, przyjaźni, pierwszych fascynacji i niedojrzałych miłości. W tekstach Ryśka jest skondensowana niedojrzałość wrażliwego nastolatka, który wie, że coś go gryzie, ale zupełnie nie wie jak temu zaradzić. Ja dorosłem i przeżyłem, Rysiek nie. Muzyka cały czas się broni. Jasnym punktem byli dorośli aktorzy: obsadzeni w głównych rolach Tomasz Kot i Jolanta Fraszyńska. Namalować takie postacie, mając do dyspozycji tak kiepski scenariusz i dialogi, to wyczyn nie lada. Nie unieśli tego aktorzy dziecięcy, ale to nie ich wina. Nie przyłożono się na castingu. Znam uczniów, którzy poradziliby sobie z tym, czego wymagały role dziecięce, to nie było nie do zrobienia, jednak zaniedbania ekipy położyły sprawę. Szkoda, bo to przecież legenda, inspiracja artystyczna i przestroga wychowawcza.

017. Jak się panu rządzi mną?

Mój dzień wczorajszy, to chyba mistrzostwo świata w rozrywkach łatwych, lekkich i przyjemnych. Pobudka punkt 11.30 – czyż nie mam prawa czuć się niczym zwykły poseł – podkołderny bohater stanu wojennego??? Dużo wcześniej, bo około 8.00, na szczęście na krótko obudził mnie kot Ryszard, domagając się czegoś pożywnego na dobry początek dnia. Wypełniłem kocią miskę karmą i z powrotem do wyrka, a już 11.45, jeszcze śpiący, miałem na talerzu ciepłe śniadanie. I pięknie jest…, zjadłem, rzuciłem okiem do sieci, a tam komentarze do hip-hopu Dudy. Sami posłuchajcie:

Tede – Komentarz Ostrego Cienia.

Internet internetem, ale higiena psychiczna obejmuje wyjście z domu, więc zrobiliśmy sobie dłuższą przerwę na nadmorski spacer i coś dla ciała. Gdy po obiedzie wróciliśmy do internetu, portal youtube był już zalany lepszymi i gorszymi wykonaniami #hot16challenge2. Nie udało nam się trafić na kał zbliżony do wykonania prezydenckiego, za to usłyszeliśmy kilka naprawdę dobrych utworów. Pamiętajmy, że zgodnie z zasadami, osoba nominowana miała maksymalnie 72 godziny na przygotowanie swojego nagrania, więc tym większy szacun za improwizację. W związku z tym serdecznie polecam wykonania Katarzyny Nosowskiej, Piotra Roguckiego, Fisza, Kayah i nieznanego mi wcześniej Lotka Lodkowskiego. Z ludzi spoza branży muzycznej świetnie poradzili sobie aktorzy Artur Barciś i Cezary Żak (Kanalersi), a z zupełnie nieobeznanych ze sceną, obronną ręką wyszedł Tata Maty, niby też prawnik jak PAD, ale za to z klasą. Sprawa jest rozwojowa. Z największą niecierpliwością czekam na nominowane pisarki: Olgę Tokarczuk i Dorotę Masłowską. Druga z nich ze swoim zespołem Mister D ma w dorobku całkiem poruszające piosenki, więc może być ciekawie.

Duet Egzotyczny Bukman – KGB, czyli Kolejna Głupia Ballada.

Z tematów pozamuzycznych, trochę nam zeszło na mroczne klimaty, konkretnie na „spisane będą czyny i rozmowy”, czy też jeśli kto woli legendy „mane, tekel, fares (policzono, zważono, podzielono)”. Świechna przypomniała „Tatuażystę z Auschwitz”, gdzie główny bohater mówił, jak bardzo ważne jest zapamiętywanie i spisywanie wszystkich, zarówno tam zamęczonych, jak i katów, bo mimo wszechobecnej w obozie śmierci, nie każdy zginie i trzeba będzie oddać sprawiedliwość: pamięć ofiarom a karę oprawcom. Jednakowoż w głowie mam serwisowe obrazki z kryzysu wyborczego, więc natychmiast przypomniały mi się pełne złości twarze Ziobry, Morawieckiego, Kaczyńskiego, Gowina, próbujących przeforsować swoje zdanie w tej knajpianej rozróbie, na jaką sami zamienili demokrację. Przypomniał mi się również p.o. Pierwszego Prezesa SN, niejaki Zaradkiewicz Kamil, który zachowuje się tak, jakby nadgorliwością chciał u swojego pryncypała, Zbigniewa Ziobro, a za jego pośrednictwem u samego prezesa pana, wyjednać ochronę przed tym, co może mu zrobić jego własny elektorat partyjny. Umówmy się, że wyborcy PiS nie są przesadnie tolerancyjni jeśli chodzi o odmienne orientacje seksualne, o czym sam Zaradkiewicz jako gej mógł się przekonać podczas pracy w Trybunale Konstytucyjnym, gdy szczuł na niego Plugawy Krystyn. Co to jednak ma wspólnego z moją rozmową ze Świechną? Policzono, zważono, podzielono. Przyjrzyjcie się tym ludziom, zapamiętajcie, spisujcie co możecie. Oni w swym szaleństwie zachowują się tak, jakby myśleli, że władza zawsze będzie w ich rękach. Są tak zaślepieni partyjnymi potyczkami, że w ogóle nie biorą pod uwagę tego, że za jakiś czas polecą ze swych stołków, a prawo pozostanie i już nie będzie Ostrego Cienia Budyniu, który podpisze ułaskawienie przed zakończeniem procesu.

Duet Egzotyczny Bukman – Jak się panu rządzi mną?

Czasami się zastanawiam, czy taki prezes pan, czy inny poseł zero…, czy im się wydaje, że oni mną rządzą? Tu zwrócę się do KC PZPRiS: No i jak se porządziliście, niewolnicy? Bo jeżeli Kaczyński w napadzie szału rozstawia was po kątach, to naprawdę nie oznacza, że gdziekolwiek, kiedykolwiek rozstawił mnie. A w chwili, gdy partyjnioki z całą wierchuszką na czele liżą żoliborskiej niedołędze poślady, ja kpię sobie z niego w najlepsze i uprzejmie, aczkolwiek stanowczo upraszam go, aby się dupę pocałował. Chodzę gdzie chcę i kiedy chcę, myślę i mówię co chcę, nawet do pracy chodzę, gdy sam zaakceptuję miejsce i czas, tymczasem prezes pan przepełniony paranoicznym lękiem, już ponad dekadę zamyka się w willi bronionej przez uzbrojonych ochroniarzy i aż niezręcznie się zastanawiać, czy kakać też chodzi z obstawą i czy z powodu strachu, czynność ta nie jest zbyt rzadka (a może wręcz przeciwnie)? „Jak się panu rządzi mną”, to tytuł jednej z najnowszych piosenek Piotra Bukartyka, który wraz z Wojciechem Mannem i przy współpracy Krzysztofa Kawałko prowadzą na youtube kanał Gruba Rura, prenumeratę którego serdecznie polecam.

016. Wyznania o walce z ostrym cieniem, kuchva, mgły.

Kiedyś Świechna zwróciła mi uwagę na ciekawe zjawisko dotyczące Polski: Gdy ktoś ci mówi „świetnie wyglądasz”, dwa razy przejrzyj się w lustrze, bo z dużym prawdopodobieństwem można założyć, że wyglądasz gorzej niż przeciętnie i nie zagrażasz dawcy komplementu. Oczywiście to nie jest reguła, prawie zawsze znajdziemy chlubne wyjątki, ale popatrzmy na media społecznościowe, jeśli ktoś wygląda rewelacyjnie, ilość pochlebnych komentarzy jest kilkakrotnie mniejsza, niż pod bardzo przeciętnym zdjęciem. W Irlandii jest odwrotnie. Tu, jeśli ktoś jest miło zaskoczony, od razu się tym dzieli. Wyróżniasz się pozytywnie, masz pewność że ktoś to głośno doceni. Przypomniałem o tym sobie wczoraj, gdy pracująca w Tesco dziewczyna zaczepiając Świechnę zasypała ją komplementami dotyczącymi jej wyglądu. Ja oczywiście tutaj bezczelnie chwalę się tym, że udało mi się przekonać do siebie taką kobietę, ale jest w tym i radość, że żyję w kraju, w którym ludzi cieszy to, co w Polsce wzbudza zawiść. Jeżeli ktoś ma ładny dom, piękny ogród, ciekawy samochód, czy wyróżnia się na plus w dowolnym obszarze, sąsiedzi chętnie o tym mówią – z niekłamanym podziwem. Zdaję sobie sprawę, że żadne uogólnienie nie odzwierciedla dokładnie rzeczywistości, ale różnicę da się poczuć.

Cieszę się, że tu mieszkam, a im dłużej tu jestem, tym większa jest moja radość. Zresztą, zróbmy eksperyment: Na stronie f-b społeczności naszej wsi (tak, tak, mieszkamy w rybackiej wiosce) znajduję informacje: o planowanym na jutro remoncie arterii wodnej, o używanym ekspresie do kawy, który właściciel odda za darmo każdemu, kto się po niego zgłosi, o pomoc w odnalezieniu właściciela znalezionego roweru, o odnalezieniu zaginionego pieska, podziękowania za pomoc w odnalezieniu zaginionej suczki, etc… A teraz przejdźmy na stronę dowolnej lokalnej społeczności w Polsce i co znajdziemy…? Skargi na wójta, szkołę, dom kultury, remontowców, sąsiadów…. Generalnie różnica jest taka, że na forum naszej wsi ludzie piszą, by sobie pomagać, a gdy zdarzy mi się wejść na stronę społecznościową polskiej gminy, na terenie której biorę udział w pewnym projekcie, ewentualnie gdy Świechna wejdzie na stronę swojej rodzinnej gminy, ludzie ze sobą walczą. Szanuję wszelkie wyjątki od tej reguły, ale pryncypia u nas i w Polsce zdają się być różne.

Wczoraj sąsiedzi zarzucili nas ciasteczkowymi prezentami. Jedliśmy na raty ich domowe wypieki, bo zjedzenie wszystkiego naraz groziło przesłodzeniem. Gdy glukoza uderzyła mi do głowy, pierwszą myślą było „spać”, ale dzielnie chwyciłem za kosiarkę wyjeżdżając nią na trawnik, by zadbać o swoją część naszej nadmorskiej wioski, czym z dumą się chwalę, bo uważam, że choć to mały wkład w Europę, ale mój własny, a nie dziadka z AK, czy prapraprapradziadka Dratewki, co to nieszczęsnego smoka wawelskiego baranem faszerowanym siarką otruł.

Chwilę się wahałem, czy o tym pisać. Gdy czytałem tę informację, początkowo myślałem, że to fake news. Niestety, teoretyczna głowa naszego państwa postanowiła rapować. Co gorsza – do swojego tekstu. Gdyby się pod tym nie podpisał Duda, gotów byłbym pomyśleć, że to „Dżezabel” Marcinkiewicza wznowiła „poetycką” działalność.

Nie pytają cię o imię, walczą z ostrym cieniem mgły,

Nie pytają cię o imię, walczą z ostrym cieniem mgły,

Nie pytają cię o imię, walczą z ostrym cieniem mgły,

To jest maj, nie pachnie Saska Kępa,

Może ktoś to gdzieś przewidział, ale wróżba raczej tępa.

Nie pytają cię o imię, walczą z ostrym cieniem mgły,

Nie pytają cię o imię, walczą z ostrym cieniem mgły,

Nie pytają cię o imię, walczą z ostrym cieniem mgły,

Ostre niebo tu i teraz, ostra ziemia, ostry kurz.

Wczoraj znika w nieostrości, jutro, dzisiaj, zaraz już.

Nie pytają cię o imię, walczą z ostrym cieniem mgły

Nie pytają cię o imię, walczą z ostrym cieniem mgły

Nie pytają cię o imię, walczą z ostrym cieniem mgły

Ciepły wieczór, bez ciemności, trawa spokój, my i wy,

My i wy. My to oni, oni my.

Nie pytają cię o imię, walczą z ostrym cieniem mgły,

Nie pytają cię o imię, walczą z ostrym cieniem mgły,

Nie pytają cię o imię, walczą z ostrym cieniem mgły,

Mocne ręce ratowników, wszyscy razem – chwała im

wszyscy razem – chwała im

Mocne ręce ratowników, wszyscy razem – chwała im

Nie pytają cię o imię, walczą z ostrym cieniem mgły.

Prezydent Teoretyczny RP, Duda Andrzej.

T.Raperzy znad Wisły – Ta piosenka bardzo fajna jest.

Ktoś wydaje publiczne pieniądze na Kancelarię Prezydenta RP, na sztab doradców, a on, kuchva, walczy z ostrym cieniem mgły (my i wy, my to oni, oni my). I nikt go nie kopnął w dudę, zanim to opublikował. Taki budyń z soczkiem malinowym, jak go podsumowała dawna nauczycielka. Kiedyś PAD twierdził, że uczy się każdego dnia. Przepraszam, a czegoż to tak pilnie się uczy? Rozmowy w mediach społecznościowych z Ruchadłem Leśnym i Dziką Foczką, jakaś pani Jola rzucająca mu się publicznie na szyję i rozprawiająca o głębokiej znajomości z Adrianem, podpisywanie umowy w półprzykucu z rozwalonym na krześle Trumpem, a teraz ostry cień mgły…

Siekiera – Ja stoję, ja tańczę, ja walczę.

Andrzeju, powiedz czemu świat twój milczy cały blady od wzruszeń. Andrzeju, Andrzeju, rety, rety, jeju! Walcz z czym chcesz: z łupieżem, zaparciami, grzybicą stóp, przykrym oddechem, białymi myszkami, ostrym cieniem mgły, ale nie informuj o tym publicznie. Przynajmniej dopóki jesteś teoretycznie GŁOWĄ PAŃSTWA. No nie! Nie pachnie Saska Kępa, ale wróżba raczej tępa. Po co mu była szkoła?!

015. Nie tylko niewybory.

Zacznę od wiadomości dnia. Oczywiście nie są to „NIEWYBORY”, choć z pewnością historia uhonoruję tę operację Kaczyńskiego sławą porównywalną do Targowicy.

Obraz może zawierać: 1 osoba, stoi i w budynku
Znalezione na: Sok z Buraka.

Dla mnie najważniejszą informacją z dziś jest ustalenie daty PREMIERY FILMU SEKIELSKICH „ZABAWA W CHOWANEGO” na najbliższą SOBOTĘ 16-GO MAJA 2020 godz. 10.00, Youtube, czyli o ukrywaniu sprawców pedofilii przez wysokich dostojników kościelnych. Zapowiedź padła z ust głównego autora, Tomasza Sekielskiego w „SEKIELSKI SUNDAY NIGHT LIVE”. Oprócz zrozumiałego podekscytowania długo wyczekiwaną premierą, miałem też kilka spostrzeżeń dotyczących komentarzy trolli (w dużym stopniu na tym kanale spacyfikowanych). Pozostał „miękki trolling”, n.p. pytania w stylu „Kiedy zrobisz film o narażających swe życie dobrych misjonarzach”. Pan Tomasz nauczył się ze spokojem godnym najwyższego szacunku odpowiadać „Na razie nie planuję”, natomiast ja mam takie przemyślenia, że Kościół w żadnym wypadku nie dałby Sekielskiemu buszować wśród dokumentów finansowych zakonów misyjnych, ani tym bardziej wśród potencjalnych ofiar misjonarskich pedofilów, a film propagandowy, to Kościół sam potrafi nakręcić – żaden Sekielski nie jest im do tego potrzebny. Przypomnę, że jedną z najgłośniejszych afer pedofilskich była sprawa „Legionu Chrystusa” zaczynającego swą „MISJĘ” w Meksyku. Inny pupilek Jana Pawła II, abp Wesołowski również buszował w dziecięcych majtkach (znaczy się, „ewangelizował”) w nędznych, ubogich krajach jak Dominikana, Haiti i Portoryko (ostatnie lata jego działalności).

Piotr Bukartyk – Niestety trzeba mieć ambicję.

W tak zwanym międzyczasie przeczytałem, że niejaki Rydzyk Tadeusz grzmiał na antenie Radia Maryja, że „To jest wyziębienie religijności. Zrobili wprost panikę, ludzie się przestraszyli.” Następnie dodał „Dla mnie było to nie do przyjęcia, dla mojej wiary, że kościoły zamykali, a sklepów nie zamykali”. Tłumaczę zatem niedoinformowanemu redemptoryście: Oj, coś chyba tłuste dupsko ojca dyrektora zbyt długo pasione było cudzymi rękoma, skoro zapomniał że przeciętny obywatel dostęp do żywności ma w sklepie. Bez jedzenia człowiek umiera. Bez wizyt w kościele żyje całkiem nieźle, o czym przekonał się świat w dobie koronawirusa.

Tymczasem w małej chatce na wybrzeżu Morza Irlandzkiego rozgrywa się dramat. Kot Ryszard od kilku dni znosi do domu upolowane ptaszki, część zjada prawie w całości, a część zostawia na prezent dla Świechny, która w porywach gniewu wystawia kotka symbolicznie za okno, on udaje że przyjął karę i za dwie minuty wraca z miną niewiniątka. Rozumiem Rysia, bo w końcu sami chcieliśmy mieć w domu drapieżnika, to mamy najprawdziwszego, ale również wolałbym, by swoje łupy zagospodarowywał na zewnątrz.

Idzie ochłodzenie. Jeszcze wczoraj byliśmy na spacerze dwukrotnie, rozkoszując się idealną pogodą przemierzaliśmy nasze plaże, odwlekając powrót do domu. Dziś mamy już zadziorny wicher, który nocą może odczuwalną temperaturę obniżyć nawet do (-3C). Dobrze, że mam Świechnę. Z pewnością nie będziemy się nudzić 😉

014. Dokumentalnie, domowo i ogrodowo.

Kwarantanna jest dla mnie czasem bezkarnego lenistwa. Jak coś robię, to robię, jak nie to nie, brak presji czasu i zobowiązań. W jakiej to innej sytuacji mógłbym sobie pozwolić na wspólne z Małżonką oglądanie czterech dokumentów w dwa dni („Nienormalni” Jacka Bławuty z 1989, „Siostry” Michała Hytrosia z 2017, „Siostry” Pawła Łozińskiego z 1999 i „Na chwilę” Wojciecha Staronia z 2005), dokładne ich obgadanie i okraszenie trzema płytami z nowoczesnym folkiem o lekkim zabarwieniu psychodelicznym (Odpoczno, Żywiołak i Kapela ze wsi Warszawa) i poprawienie Karoliną Cichą?! Może kto inny by potrafił to pogodzić, ale ja zbyt łatwo daję się ponieść klimatowi takiej twórczości i pielęgnuje go w sobie jakiś czas.

Karolina Cicha/Tadeusz Różewicz – List do ludożerców.

O „Siostrach” (zarówno Hytrosia z 2017, jak i Łozińskiego z 1999) porozmawiamy na „Związku niesakramentalnym” (kliknij tu, by poczytać). Co się zaś tyczy „Nienormalnych” i „Na chwilę”, to świetne dokumenty pokazujące jak ci, którzy już na starcie życia źle trafili, są dodatkowo gnojeni przez najbliższe otoczenie. Pierwszy o ludziach upośledzonych psychicznie, zdanych na łaskę niekoniecznie potrafiących sprostać zadaniu rodziców i opiekunów, a drugi o dzieciach z popegieerowskiej wsi, również zdanych na łaskę i niełaskę ludzi, którzy sobie nie radzą sami ze sobą – własnych rodziców. Wszystkie cztery pozycje znajdziecie na „Ninatece” w dziale „Dokument”. Zachęcam: Krótkie, ale treściwe.

Zmieniając temat: Ci, którzy śledzili mój dziś już nieczynny blog polityczny zapewne pamiętają, że często zdarzało mi się porównywać obecną władzę do agresywnego zachlajmordy z taniej pijalni dziwnych płynów, a ich wyborców do kiboli wrzeszczących „sędzia chuj, Polska gola”. Jak się Wam podoba rozwój żulii narodowej? Konkretnie chodzi mi o to, że prezes pan z niewiadomych przyczyn zaplanował, że będzie wydawać wyborcze polecenia koronawirusowi, a za posłuszeństwo pandemii wobec swoich rozkazów odpowiedzialnym zrobił niejakiego Sasina Jacka, partyjnego głupka tak wiernego i posłusznego, jak i nierozgarniętego. Jeszcze w długi weekend majowy zapewniali oni, że wszystko jest pod kontrolą i zorganizowane. Z ciekawości…, wyobrażacie sobie, żeby gdzieś tak w połowie kwietnia rozpocząć organizację ślubu i wesela planowanego na dziesiątego maja? Tymczasem towarzystwo bez żadnych umocowań prawnych wymyśliło sobie, że oni w takim czasie zorganizują całej Polsce wybory w nowej formule, ignorując takie drobiazgi, jak pandemia, Konstytucja RP, czy ważny wyrok TK z 2011 roku mówiący, że wszelkich zmian w kodeksie wyborczym można dokonywać na co najmniej pół roku przed ich terminem. A wszystko dlatego, że prezes pan wymyślił sobie, że skoro tak powiedział, to tak ma być. Biedny, zdziecinniały, niedołężny starzec. Swoją drogą, przypomina mi to scenę z filmu „Upadek”, gdzie zupełnie inny dyktator wydaje rozkazy dla nieistniejących armii, ignorując fakt zupełnie nowej sytuacji geopolitycznej. Żeby było ciekawiej, dziadyga brnie w swoją paranoję: najpierw nakazał partyjniokom odrzucić senackie weto w sprawie wyborów, jednocześnie sam na sam z niejakim Gowinem, również Jarosławem, USTALILI przyszły wyrok Sądu Najwyższego. Zresztą…, karty do głosowania również były wydrukowane zanim ustawa o wyborach korespondencyjnych nabrała mocy. Wcale nie idioci, prawda…??? I panie i kto za to płaci…? Pan płaci…, pani płaci…, my płacimy (…) SPOŁECZEŃSTWO!!!

Rejs – I kto za to płaci…?

Tymczasem na trawniku przed naszym małym domkiem na wybrzeżu Morza Irlandzkiego następują ciągłe zmiany, dosadzamy stopniowo zdobywane krzaczki lawendy i żurawki, wygląda na to, że wszystkie się ładnie przyjęły, co doceniają trzmiele i pszczoły, a kot Ryszard zaakceptował powagą swojego stanowiska. A propos powagi…. Słyszeliście, co musi zrobić prezes pan, żeby uratować powagę wyborów…??? PRZEPROWADZIĆ JE W FORMIE ZDRAPKI!!!