102. To musi być szok, czyli majty prezesa.

(…) Ponoć wygina się czas,

pomarańczowy jest Mars,

płeć zmienił wczoraj mój brat,

jaki ciekawy jest Świat.

W grzybach odkłada się rtęć,

w szmatach odkłada się pleśń,

jaki to wszystko ma sens?

Życie tak ciekawe jest…

Bielizna – Sens życia (fragment).

Bielizna – Sens życia.

„Sens życia” gdańskiej „Bielizny” odbieram jako zgrabną satyrę na tabloidację życia. Skoczna ta melodyjka z zabawnym tekstem przypomniała mi się, gdy w dzisiejszej „Wyborczej” natknąłem się na wspomnienie drobnego incydentu medialnego z 2018 roku, gdy „Super Espress” zamieścił zdjęcie gaci suszących się na balkonie największego inaczej prezesa wszystkich prezesów. Szczujnia Karnowskich natychmiast zareagowała słowami „To musi być szok dla totalnej opozycji. ‚Dyktator’ Kaczyński jak zwykły Polak zrobił pranie i wywiesił je na balkonie”. Czemu tak skromnie? Dodajcie jeszcze, że Kaczyński, jak zwykły Polak, zmienia co trzeci dzień bieliznę i oszczędza na mydle – pomyślałem nie bez złośliwości, odnotowując w myślach, że czasy się zmieniają, ale nawet za komuny „zwykły Polak” starał się tak powiesić pranie, by nie rzucało się w oczy, a jak już nie miał innej możliwości, to z całą pewnością nie dekorował nim domu na oczach fotoreporterów. Poza tym prezes pan zdaje się do takich czynności, jak pranie i sprzątanie, czy czyszczenie kuwety, ma zwyczaj wyznaczać ochronę, bądź przydupasów (to ostatnie zdanie wymaga weryfikacji, oparłem je na filmie z Powązek przedstawiającym ochroniarzy najważniejszego czyszczących mu grób symboliczny brata), więc trochę „NIE jak zwykły Polak”.

Tyle wspomnień. Wojna w Ukrainie prowokuje mnie do coraz to nowych pytań i przemyśleń. Na przykład takich, że armia obrońców składa się z najlepszych ludzi, jakich nasz napadnięty sąsiad jest w stanie wystawić, podczas gdy armia najeźdzcy składa się z tych, którzy byli tak biedni i niedouczeni, że armia była dla nich jedyną szansą osiągnięcia minimum życiowego, a dowodzą nimi starannie wyselekcjonowani, skorumpowani wazeliniarze Putina, którzy zostali wybrani w miejsce niekoniecznie entuzjastycznie do wodza nastawionych oficerów. Nie jest to jakieś moje odkrycie, powtarzam tutaj komentarze oficerów NATO, próbujących wytłumaczyć obronny sukces pozornie skazanej na szybką porażkę armii Ukrainy. Moje pytanie zaś brzmi: A POLSKA JAKĄ DROGĄ PODĄŻA, MOSKIEWSKĄ, CZY KIJOWSKĄ? Nie powiecie mi chyba, że po wybuchu wojny Błaszczak stał się nagle ordynatem Zamoyskim, Duda Chodkiewiczem, Macierewicz Stańczykiem, a wiceminister d/s bezpieczeństwa butów nie od pary przeobraził się w Żółkiewskiego? Po czystkach Macierewicza, armią polską nadal dowodzą skorumpowani wazeliniarze defraudujący niewyobrażalne fundusze, bo choć wojna zmusiła rząd do zakupów uzbrojenia, które tak skutecznie zatrzymał na długie lata Antoni Smoleński, to nadal nie wiem, czy batalion wojska posiada dwa „toj-toje” na 300 chłopa i pancerny sracz dla ministra obrony plus hełmy orzeszki po renowacji. Z całą pewnością bowiem doświadczeni (także w boju) oficerowie są nadal odsunięci.

Druga myśl, to pokłosie czasów chłopięcych, gdy grywałem w szachy i chłonąłem jak gąbka wszystkie informacje dotyczące taktyki i strategii w wielkich bitwach II wojny światowej. Żeby się zbyt długo nie mądrzyć: Ukraina geograficznie miała podobną sytuację, jak Polska w 1939: Otoczona z 3 stron przez wroga, bez większych barier naturalnych z wyjątkiem lasów, mokradeł i rzek. Dowództwo naczelne Ukrainy pokazuje, co Polska mogła zrobić, a nie zrobiła we wrześniu. Pytanie brzmi: Czy ta lekcja dociera do aktualnego dowództwa, czy mają plan, a nie gówno pod hasłem „do krwi ostatniej” (nie swojej oczywiście). Gdy nasz sąsiad tak skutecznie wygrywa wojnę obronną z silniejszym agresorem, nasi politycy nagle jakby się ośmielili i co bardziej nadęci (z „prezydĘtem” na czele) zaczęli pokpiwać z możliwości Rosji w zakresie zaatakowania Polski, a ja się zastanawiam, czy jest sensowny plan obrony, czy tylko plan oddania życia obywateli, na które to poświęcenie nasza władza zdaje się być zawsze gotowa. Powiecie, że NBP, to nie armia, ale armia działa za pieniądze i właśnie przedłużono kadencję kolesiowi, który dla interesów partyjnych opóźniał działania antyinflacyjne do momentu, kiedy Polska znalazła się w takiej dupie, że aż ciężko oszacować, ile lat drożyzny czeka Polaków. A dochodzą nam priorytetowe wydatki na zatrzymanie Putina i wzmocnienie armii, oraz na aktywizację zawodową rzeszy uchodźców znajdujących się na terenie Polski. Podkreślam, że sam nie mam wiedzy, by tu udawać że wiem, co trzeba zrobić, natomiast dostrzegam PROBLEM, na który trzeba po prostu ZAREAGOWAĆ, a nie udawać, że jest świetnie.

Na zakończenie trochę informacji osobistych. Jestem zmęczony, cholernie zmęczony. Władowałem się w ciężkie zlecenia, aż Świechna, ma małżonka certyfikowana się zaniepokoiła i zasugerowała wycofanie z części zobowiązań. W dołku mnie ściska, gdy widzę jak się martwi, ale tydzień da się wytrzymać, mam nadzieję, a tym sposobem będzie załatwiony miesięczny przychód, więc nie jest to tak całkiem pozbawione logiki. Też wolałbym wziąć mapę i zaplanować z małżonką małą wyprawę w góry. Swoją drogą, czas najwyższy w tym roku gdzieś pójść. Przypomniałem sobie, bo okazuje się, że mam w pracy kolegę, który również łazi po górach. Pierwszy w tej firmie, z którym mogę o tym porozmawiać.

To jeszcze się żoną pochwalę (bez jej pozwolenia, ale też i bez zakazu): Właśnie weszła w fazę twórczą pracy dyplomowej. Jestem dumny jak paw, bo sam mam już problemy z koncentracją i nie wiedzę siebie samego studiującego i regularnie wykonującego założone zadania naukowe, podczas gdy ona śmiga po książkach jak nastolatka. Mój mózg broni się przed wysiłkiem intelektualnym i nie wiem, czy się cieszyć, czy smucić, bo z grubsza rzecz biorąc są dwie możliwości: Albo rzeczywiście w tym wieku i przy tym stanie zdrowia byłoby to dla mnie zbyt obciążające doświadczenie, więc dobrze, że nie podejmuję się czegoś, co musiałbym opłacić rzezią intelektualną, albo się migam i pod byle pretekstem uniemożliwiam zdobycie wiedzy, umiejętności i kolejnych doświadczeń.

P.S. Rzadko wyręczam się tak całkowicie cudzymi artykułami, ale przeczytajcie to, proszę (KLIKNIJ TUTAJ). Przypominam, że Polska nie zrobiła niczego, by tę sytuację zmienić. Wojna w Ukrainie wyciszyła dyskusje o wewnętrznych wojenkach Grajdołkowa, o szukaniu wroga i polowaniach na czarownice, ale temat wisi nad Polakami, jak miecz Damoklesa.

101. Nieadekwatne reakcje.

„Za miłość płacimy miłością”. Początkowo taki tytuł mi się kotłował w głowie. To oczywiście cytat z „Płatnej miłości”, czyli „In a death car” Gorana Bregowica i Iggy’ego Popa, ale z kompletnie innym tekstem.

Krzysztof Krawczyk – Płatna miłość.

Od czasu, gdy poznałem Świechnę, a 26 maja minie 5 lat, odkąd zjedliśmy pierwszy wspólny obiad i wypiliśmy pierwszą wspólną kawę, mogę się o tym codziennie przekonywać i się tym cieszyć, choć im więcej widzę, tym bardziej się przekonuję, jak niepowszechne jest to zachowanie, inaczej mówiąc, rzadko spotykane. Ot, pierwsze z brzegu „love story”:

Dziewczyna wyrwała się z patologicznej rodziny, gdzie alkohol grał pierwsze skrzypce. Jako jedyna z licznego rodzeństwa skończyła studia i uciekła za granicę, gdzie poznała ojca swoich synów. Miała sporo szczęścia, chyba nawet nie zdaje sobie sprawy ile, bo facet okazał się sumienny, pracowity, spędzający czas z rodziną. Dzieci za nim przepadają, bo poświęca im swój wolny czas grając w piłkę, zabierając na basen, wycieczki, etc.. Uważny czytelnik rozglądając się po swoim podwórku szybko zauważy, że nie jest to powszechne zachowanie tatusiów, którzy dużo częściej sądzą, że ich rola kończy się na przynoszniu wypłaty do domu – w najlepszym wypadku, bo przecież można jeszcze wypłatę przepić, wszak któż nie zna frazy „za swoje, kurwa, piję!”? Problem w tym, że ani ja, ani Świechna nie sądzimy, by bohaterka tej opowiastki to doceniała, prawdę powiedziawszy, czasem mam wrażenie, że nie kocha faceta, a swoje wybrażenie o tym, jak powinien wyglądać związek. Bo przecież wyglądać ma tak, że w domowym królestwie, to ona ma mówić, co w danym momencie trzeba zrobić. Od umeblowania i koloru ścian, po mycie naczyń. Otóż facet miał z tym ostatnim problem, więc kupił zmywarkę, co również może zadziałać przeciw niemu, bo okazuje się, że chodzi o to, żeby to ON odniósł po sobie naczynia, a nie żeby nie trzeba było ich zmywać. I może by kiedyś odniósł, tylko że dziewczyna zamiast mu je zostawić i asertywnie się tego domagać, woli sama odnieść i przez tydzień strzelać focha. I może się tu narażę paniom, ale przecież nie chodzi o przeniesienie talerzyka, kubka, noża, widelca i łyżeczki do zmywarki, ale o to, że ona tak chce, a on tego nie robi. Miała doskonały plan, w którym czysty stół odgrywał istotną rolę, a on to zepsuł. Warto takie nieposłuszeństwo ukarać obwinieniem partnera o własne zmęczenie, jak również o to, że jego zdewociała rodzina nie akceptuje ani jej, ani też jej związku partnerskiego z nim. Przyda się go zagdakać… A może wcale się nie przyda? Może NIE WARTO? A co, gdyby raczej zostawić ten jego kubeczek na stole, i poczekać, aż sam go odniesie, ewentualnie mu o tym przypomnieć i nie robić z tego zagadnienia? I przypominać, aż się nauczy, jeśli to takie ważne, a jeśli jednak nie takie istotne, to odnieść samej? No, ale wtedy odpadnie ważny element rozmów z innymi kurami domowymi, zamiast powiedzieć (wiem, bo sam słyszałem takie rozmowy) „Padam na pysk, umyłam okna i podłogi, zrobiłam trzy placki i cztery pieczenie na święta, a mężowi strzeliłam focha, bo po pracy zamiast mi pomóc, położył się spać”, będzie można powiedzieć „Zatrudniłam studentkę do domowych porządków, ciasto i przyprawioną pieczeń kupiłam w sklepie i poszłam z mężem do łóżka (lub do kina)”. Albo jeszcze lepiej: „Ot tego roku postanowiłam, że rodzina jest wystarczająco dorosła, by sama sprzątała koło siebie, a jeśli nie posprząta, to będzie miała nieposprzątane”. Nie będzie dramatu umęczonej cierpiętnicy, ani mitu niezbędnej strażniczki domowego ogniska! Grzebię kijem w mrowisku, co…? Wiem…, mam 51 lat i przerobiłem już cały asortyment ex-partnerek posługujących się fochem, jako narzędziem wymuszania posłuszeństwa. Otrzymywały wtedy punkty karne i gdy uzbierały oczko, dostawały zwolnienie dyscyplinarne. Okazało się, że preferuję inne narzędzia negocjacji.

Zmieniając nieco temat, choć nadal pozostając przy nieadekwatnych reakcjach…. Wiecie, co powiedział Bergoglio, ksywa Franciszek, papież z zawodu? Bez bawienia się w dokładny cytat, usprawiedliwił napaść Putina na Ukrainę „SZCZEKANIEM NATO”. No i zaczęło się w mediach szukanie ukrytego dna wypowiedzi, bo przecież tchórzliwe dziennikarzyny z Grajdołkowa nie nazwą rzeczy po imieniu. A to, że być może to jakiś tajny plan watykańskiej dyplomacji, choć do jasnej cholery, o jakich szczwanych planach możemy mówić, skoro Bergoglio już na własnych nogach chodzić nie ma siły. A może to z powodu niedoinformowania i wprowadzenia w błąd? No jasne, biedny kolejny pan papież „nic nie widziałem, nic nie słyszałem”.

Nieśmiało zasugeruję prostsze rozwiązania: Tetrykowi puściła uszczelka i użył dla obrony rosyjskiej agresji żulerskiego języka podobnego raczej Plugawemu Krystynowi, niż wytrawnemu politykowi, ponieważ przez dziesiątki lat bycia wysoko postawionym duchownym nauczony jest, że co wypierdzi, to sentencja. Takich stanowisk, jakie były jego udziałem, nie uzyskuje się bez walki, bez potężnych przyjaciół i równie potężnych wrogów. Haki na pana papieża z powodu jego związków z krwawą juntą argentyńską mają wszystkie liczące się służby Świata, kremlowskie również. Podobnie, jak haki na watykański klub pedofila, budowany jeszcze przez Wojtyłę. A do tego istnieje również osobisty interes pana papieża, który jak każdy papież jest wprawdzie bardzo skromny, ale grabie grabią do siebie i łapówki zwane „zwyczajowymi ofiarami” płyną do Watykanu nieprzerwanym strumieniem. Jakieś przemyślenia, ktoś-coś? Co z tego może wynikać, zważywszy na autorytatywny charakter władzy kościelnej? To bardzo proszę o refleksje! Niekoniecznie tutaj, bo choć byłoby miło, to w zupełności wystarczą te w szanownych mózgach…. I w codziennym działaniu.

100. Lepsza strona Polski.

Minął sześćdziesiąty dzień agresji Rosji w wojnie o Ukrainę, walk na pełną skalę, największych w tej części Europy od czasu drugiej wojny światowej. Nie sądzę, żebym był jedynym, który dwa miesiące temu miał obawy, czy Polacy zdadzą egzamin z człowieczeństwa, po całkowicie zawalonym egzaminie próbnym na granicy z Białorusią. Być może bliskość realnej wojny, a może jakaś inna przyczyna sprawiły, że Polacy zachowali się w stosunku do uchodźców z Ukrainy wzorowo, choć oczywiście jak każda reguła, tak i ta miała wyjątki pod postacią brązowych nosów z „Konfederacji”, czy różnych szczebli władzy (niezależnie od przynależności politycznej), ale nie grzebmy się w odstojniku. Pospolite ruszenie obywateli gromadzących się wokół organizacji pozarządowych pomagających uchodźcom zrobiło w Europie naprawdę świetne wrażenie i nie chciałbym, żeby to umknęło.

Ponieważ sporo pracowałem jako wolontariusz, chciałbym wspomnieć o specyfice tej działalności. O ile w sytuacjach nagłych, ale przejściowych, takich jak wojna, czy inna katastrofa, wolontariat ratuje chwilowe niedobory kadrowe, o tyle w sytuacji rozciągniętej w czasie niezbędne jest przerzucenie ciężaru wykonywanych zadań na zawodowych pracowników. W centrum wolontariatu, z którym współpracowałem, jest to regulowane ograniczeniami czasu pracy wolontariusza, który podpisuje umowę o jednym, maksymalnie dwóch dniach tygodniowo, w których może świadczyć swe usługi. Irlandcy pracodawcy zazwyczaj umów się trzymają, czego nie można powiedzieć o pracodawcach polskich, zwłaszcza związanych z działaniami kojarzonymi z MISJĄ, np. wychowanie i nauka dzieci, pomoc medyczna, pomoc charytatywna. Dlatego mam poważne obawy, by osoby odpowiedzialne za pomoc uchodźcom wojennym na terenie Polski (chodzi mi o władze lokalne i centralne), nie próbowały niewolniczo wykorzystać wolontariuszy, w niczyim bowiem interesie, ani uchodźców, ani Polaków, ani samych wolontariuszy nie leży zniszczenia osobom udzielającym pomocy zdrowia somatycznego, czy psychicznego.

Bielizna – Romantyczność.

Moje obawy wynikają z bardzo złych doświadczeń, jakich doznałem podczas mojego wolontariatu. Nie są to historie w stylu „podobno gdzieś tam” lub „jedna pani drugiej pani”, tylko sytuacje, któych byłem świadkiem. Kilka przykładów:

Umowę z moją pierwszą polską szkołą uzupełniającą zerwałem, gdy przyłapałem dyrekcję na niepłaceniu za własne dziecko (bez formalnego uzasadnienia), na używaniu dwóch „słupów” w trzyosobowym zarządzie, którego ja miałem być trzecim członkiem i przewodniczącym (dawało to dyrektorce możliwość przegłosowania każdego pomysłu), na pracy bez statutowej liczby członków rady rodziców. Rezygnację złożyłem, gdy dyrektorka odmówiła pracy zgodnej ze statutem szkoły. Ja miałem być frajerem odpowiadającym za finanse. Ta sama dyrektorka próbowała wymusić na wicedyrektorce będącej też nauczycielką, kontynuację nieodpłatnej pracy księgowej, którą wykonywała wolontaryjnie przez pięć lat z okładem. Doszło nawet do szantażu.

Umowę z drugą polską szkołą uzupełniającą zerwałem, gdy zorientowałem się, że zarząd w porozumieniu z radą rodziców szuka pretekstu, by nie udzielić mi zwrotu moich nakładów finansowych poniesionych na potrzeby szkoły (rozliczenie dojazdów).

Swój autorski projekt (również wolontaryjny) dokończyłem, ale przez pewien czas byłem jedyną osobą wykonującą jakiekolwiek zadania z nim związane, a zainteresowani nie odbierali ode mnie telefonów w tej sprawie, nie odpowiadali na maile etc…. Do tego doszły mnie plotki krążące po mieście, jakobym czerpał z projektu jakieś zyski finansowe (kosztem ośrodka kultury), o których jako rzekomo korzystającemu, nie było mi nic wiadomo i nie wiem o nich nic do tej pory.

Tak to wygląda, jeżeli dobrowolnie zgadzasz się świadczyć nieodpłatną pomoc dla społeczeństwa, dlatego jeszcze raz powrócę do tezy o tym, że na dłuższą metę świadczenia dla społeczeństwa powinni wykonywać zawodowi pracownicy pobierający adekwatne wynagrodzenie. Dostaję pieniądze – pracuję, nie dostaję – wrócę do pracy, gdy otrzymam zapłatę. Wolontariusze są od spraw nagłych, krótkoterminowych, mało obciążających. Zachęcam również do przeczytania TEGO TEKSTU (KLIKNIJ TU), opowiada o tym, jak zakończył się wolontariat przed krakowską Tauron-Areną. W dużym skrócie: Władze miasta próbowały zmusić wolontariuszy do podpisania umowy o odpowiedzialności na kilka milionów złotych (nie jest podane za co). Wczujcie się w rolę: Chcecie pomóc, nie biorąc za swą pracę ani grosza, a ktoś próbuje Was wrobić w gwarancje finansowe na kilka milionów złotych. Odrobinę żałuję, że autor artykułu nie drążył tematu, bo skoro wolontariusze nie przyjęli odpowiedzialności finansowej od władz, to powinno oznaczać, że władze miasta personalnie odpowiadają za te bliżej nieokreślone kwestie kwotą kilku milionów złotych. Wydawałoby się logiczne, że skoro ktoś chce przekazać taką odpowiedzialność, to na razie ona ciąży na nim.

Na zakończenie mój apel do wszystkich ludzi dobrej woli, próbujących pomóc tak uchodźcom, jak i innym potrzebującym: Nie dajcie się wykorzystać, zadbajcie o swoje zdrowie, o swoje rodziny, nie pracujcie ponad siły. Jeśli Was zabraknie, nikt inny palcem nie kiwnie. To prawda, że jesteście lepszą stroną Polski, ale chciałbym, byście BYLI. Mityczna MISJA bez Was nie istnieje. Jeżeli nie zadbacie o siebie, nie tylko nie będziecie w stanie pomagać, ale i WY SAMI będziecie wymagać pomocy.

099. Śmierć inżyniera.

Zmarł inżynier-energetyk. Przez kilkanaście lat dzięki niemu 50 tysięcy ludzi miało ciepło w domach, a 5 tysięcy pracę, bo pośród licznych obowiązków odpowiadał za projektowanie remontów elektrociepłowni, serca największego zakładu w mieście. Tak, wiem że nie ma ludzi niezastąpionych i gdyby nie on, zrobiłby to kto inny, ale tak się składa, że robił to on właśnie, a w całym mieście było zaledwie kilka osób, które były w stanie pociągnąć temat.

Podczas mszy pogrzebowej, koncelebrowanej przez aż trzech kapłanów (w osobie inżyniera żegnano również aktywnego dewotę, który na wizytach w trzech różnych parafiach strawił więcej czasu, niż na wychowaniu dzieci) wyciągałem uszy, by usłyszeć jakieś wspomnienie, coś mówiącego o tym, co obywatele zawdzięczają zmarłemu. Zamiast tego otrzymałem kilka dogmatów o tym, że czeka nas życie wieczne. Zupełnie jakbym słuchał wystąpienia indoktrynacyjnego, a nie wspomnienia zasłużonego człowieka. I niby większość obecnych rzekomo wierzyła w lepsze życie po śmierci, lecz nastroje były jakieś takie grobowe.

King Crimson – Epitaph.

Jakby tego było mało, małżonka zmarłego poprosiła o możliwość odczytania jej pożegnania, w którym były zawarte jego ostatnie słowa do dzieci. Kapłan przewodniczący mszy przychylił się do prośby, by finalnie opowiedzieć z pamięci, co tam było napisane. W efekcie, małżonka po pogrzebie każdemu dziecku z osobna powtarzała, co tak naprawdę powiedział ojciec, bo oczywiście słowa zostały przeinaczone. Nie sądzę, by to było ze złośliwości, raczej z niedbalstwa lub lekceważenia.

Gdy msza zbliżała się do końca, jeden z koncelebrujących księży chyba zauważył, że zabrakło wspomnienia i poprosił o głos. Niestety, improwizowana mowa zawierała jedynie fakty dotyczące pracy przy parafii, a już wymienianie ulubionych modlitw inżyniera brzmiało na tyle groteskowo, że zmusiło mnie do powstrzymania się od sarkastycznego parsknięcia. Nie czułem jednak najmniejszej potrzeby zgłoszenia prośby o sprostowanie, czy rozszerzenie dość ciekawego życiorysu zmarłego, gdyż on sam w życiu nie przeciwstawiłby się publicznie księdzu, a jako dorosły człowiek sam dobrowolnie dawał się wykorzystywać duchownym. Odnotowuję zdarzenia nie jako niechciany adwokat, a raczej jako obserwator o emocjonalnym stosunku do całej tej sytuacji. Inżynier, to mój ojciec.

098. Wołodia Przygłupin.

Zaczne od definicji: Nie ten jest przygłupem, kto ma słabą wiedzę, bądź niską inteligencję. Bez tego też można być szczęśliwym, użytecznym, ciepłym, dobrym, dobrze zarabiać. Przygłupem jest ten, kto pomimo braku wiedzy, zmyśla sobie jakiś stan rzeczy i pomimo świadomości, iż jest to jedynie jego założenie, opiera na nim dalsze działanie, a o ewntualne niepowodzenia swego planu obwinia wszystko i wszystkich z wyjątkiem siebie samego. Mowiąc w skrócie: Wie, że nie wie, ale udaje że wie i tak też się zachowuje.

Władimir Władimirowicz Putin przypomina mi mojego nieżyjącego, silnie zaburzonego kolegę, który od czasów szkolnych niewiele zmian wprowadził w zachowaniach społecznych. Gdy wiedział, że robi coś kosztem innych, testował ile może przegiąć, a ignorowanie jego postępowania brał za objaw słabości i przyzwolenie na więcej. Zakładał wtedy, że ignorowanie jego działań wynika ze słabości i strachu. To, że mało komu chciało się wchodzić w pyskówki, czy drobne przepychanki z powodu lepszych zajęć, nie mieściło się w jego percepcji. Gdy okazywał się zbyt upierdliwy i dostawał wreszcie adekwatną odpowiedź, prawie płakał, że do tej pory to nikomu nie przeszkadzało, że inni też tak robią, etc… Do tego stosował różne szantaże i manipulacje, które zamiast dać mu to, czego chciał, doprowadzały go do izolacji i konsekwencji z nią związanych.

Inną jego cechą było planowanie reakcji innych osób na podstawie swoich wyobrażeń. Każde innego zachowanie zaskakiwało go, powodowało wściekłość, uznawał je za atak na siebie. To też Wołodia, wypisz wymaluj.

Według mojej oceny, Putinowi zdawało się, że testuje reakcję zachodu zajmując Krym, czy prowadząc dywersję w Donbasie. Może i mnie się to tylko zdaje, ale póki co, wygląda na zaskoczonego tym, że jego armia zbiera łomot. Okazało się bowiem, że w praktyce zdradzał swoje agresywne zamiary, prezentował Ukraińcom sposób walki i możliwości swoich wojsk. To Ukraina testowała różne sposoby obrony i wyciągała wnioski, choć robiła to nie ze swojej woli, była do tego przymuszona, a czas brany przez Putina za test reakcji Zachodu był w rzeczywistości czasem danym napadniętemu krajowi na przygotowania do obrony. Zachód zaś upewnił się, że ustępstwa tylko czynią putinowską Rosję jeszcze bardziej zaborczą i bezczelną, dając mu możliwość rewizji oceny sytuacji, choć niewątpliwie zbyt późno zaczął serio podchodzić do możliwości wojny.

Myślę, że wielu z nas choć raz w życiu zaobserwowało błąd w rozumowaniu osób nieprzesadnie związanych z finansami, którzy uznawali, że Iksiński „MA KASĘ, BO KUPIŁ DOM I SAMOCHÓD”, podczas gdy naprawdę pozbył się on pieniędzy z powodu tych wydatków, a być może dorzucił sobie na grzbiet kredyt do spłacania. Podobny błąd występuje przy ocenie siły. „Mają wojsko gotowe do interwencji, bo są obecni w Iraku, Afganistanie, etc.” Tymczasem to właśnie dopóki siły USA były tam związane, ich możliwości interwencji w Europie były słabsze. Przyszło mi to do głowy, gdy rozmyślałem nad Afgańczykami, którzy gdyby tylko wykazali taką chęć obrony kraju przed Talibami, jak Ukraińcy przed Rosjanami, to dostaliby pomoc, armia USA nie zostałaby wycofana. To wtedy, podczas ewakuacji z Afganistanu, Świat (z Rosją w szczególności) uznał ten ruch za objaw słabości, ale przecież w rzeczywistości wzmacniał on możliwości interwencyjne Jankesów. Władimir Przygłupin uznał, że z powodu zamknięcia jednego frontu Stany Zjednoczone są słabsze, podczas gdy było dokładnie odwrotnie.

Nie zdziwiłbym się, gdyby wywiad USA przewidywał agresję na Ukrainę, a zakulisowe rozmowy z Talibami miały inny cel, niż tylko bezpieczne wyprowadzenie Amerykanów z Afganistanu. Nie jestem do tej myśli jakoś mocno przywiązany, ale niezależnie od tego, czy była to genialna strategiczna decyzja podjęta na podstawie informacji wywiadowczych, czy tylko ślepy przypadek, Biden dostał do dyspozycji doświadczone w walkach zagranicznych oddziały wraz z ich dowództwem i sprzętem.

Prawdziwym jednak Przygłupinem prezydent Rosji okazał się oceniając Ukraińców jako fikcyjną narodowość, która tylko czeka, by przywitać powrót rosyjskiego buta kwiatami. Nawet ja wiedziałem, że to jakaś absurdalna brednia. Rodzina mojej babci wywodzi się z Kresów. Część z nich czuje się Polakami, część Ukraińcami. Gdy miałem lat 20, w moim domu gościliśmy tych uważających się za Ukraińców. Ja wtedy uważałem ich po prostu za „Ruskich”, jak potocznie nazywaliśmy obywateli ówczesnego ZSRR, ale gdy usłyszałem z jakim żarem mówią o Ukrainie, jak na swój narodowy sposób zmitologizowaną mają historię, zorientowałem się w jakim tkwiłem błędzie. Wołodia się nie zorientował. A taki był mądry, taki rosyjski….

Na zakończenie jedna uwaga: Tak Putin, jak i mój zmarły kolega, wywodzili się z lumpenproletariatu. Ostatnie podobieństwo, które miało wpływ na ich późniejsze dokonania. Fatalne wychowanie, przemoc, której doświadczyli w dzieciństwie połączona z jakimiś deficytami, które zdiagnozować mógłby doświadczony psycholog, gdyby się do niego udali po pomoc, zebrały żniwo. I gdy sobie przypomnę te pogróżki Ławrowa, że przez UE i NATO gaz będzie drogi lub odgrażanie się samego Putina, że Rosja jeszcze ma przyjaciół, a sankcje to jak wypowiedzenie wojny, to sobie myślę, że mój zmarły kolega postępowałby tak samo, spokojnie wizualizuję go sobie w roli Putina, bądź jego dyplomatów, wypowiadającego dokładnie te słowa. Tak, pasują mi one do osoby zaburzonej i wychowanej w warunkach przemocy. Tylko, że mój kolega nigdy nie wpadł na pomysł, by zrobić karierę jako płatny szpicel KGB, chyba by się wstydził bycia takim złamasem, jak prezydent Rosji.

Mony Python – Zawody w zdejmowaniu stanika.

Wołodia ratujący Ukrainę przed faszystami…, wielce interesujące. Na filmie powyżej, Przygłupin z kolegami ćwiczą uwalnianie kobiety od stanika.

Na wznowionym blogu „Związek niesakramentalny” rozmawiamy o prezydencie Rosji w kontekście szeroko pojętego stanu umysłowego, umiejętności, psychiki, ewentualnych zaburzeń. Kliknij tu – w ten akapit, jeśli chcesz wziąć udział w dyskusji.

097. Serce Adolfa Putina.

Agresja putinowskiej Rosji na Ukrainę i pogłębiające się sankcje gospodarcze uderzyły w Rosjan niemal natychmiast. Na razie widać panikę, ale nie będzie ona trwać wiecznie, dla wolnego świata istotne jest, na jakim poziomie wszystko się ustabilizuje. Ponieważ siedzę sobie wygodnie prawie 3,5 tysiąca kilometrów od Moskwy bez przesadnej ilości danych, mogę jedynie spekulować, ale na mój rozum, to już oberwali wszyscy: od drobnych ciułaczy do wielkich oligarchów. Nie wiem, jak najbiedniejsze warstwy, bo one również przed wojną były w takiej dupie, że walczyły jedynie o przeżycie, zupełnie jak na wojnie.

Zastanawiam się, czy takie gwałtowne straty nie spowodują wśród rosyjskiej klasy średniej chęci odsunięcia Putina od władzy. Jeszcze bardziej nurtuje mnie kwestia reakcji oligarchów, wśród których wielu jest zwykłymi bossami mafijnymi. Skoro Władimir Władimirowicz spowodował ich milionowe straty, a w dłuższej perspektywie może i miliardowe, to czy nie byłoby naturalną reakcją mafii zlikwidowanie winnego załamania finansów?

Dezerter – Choroba.

Szary człowiek powie, że im i tak nie zabraknie kasy, ale to przecież nie o to chodzi, są jakieś zasady, nieprawdaż?! W dodatku strat nie osładza duma ze zwycięstwa, bo na razie mięso armatnie Putina jest pakowane w coraz większe gówno, rozkładając się masowo w śniegach i błotach Ukrainy. Nie zdziwiłbym się, gdyby za jakiś czas agencje doniosły o śmierci prezydenta Rosji, na przykład z powodu ataku serca. WEŹ PAVULON, WEŹ PAVULON FIUTIN!!!

P.S.

O mały włos, a zapomniałbym o naszym bosym kowboju o sympatiach faszystowskich. Pan WC, podróżnik jarający się tym, jak to fajnie że dziesięciolatki w Ekwadorze uczą się wytapiać ołów wdychając jego opary, postanowił wziąć w obronę Wołodię. Według niego Putin się zdenerwował, bo Zachód go sprowokował. Wojtusiu, Cejrusiu ty mój faszystowski, niech cię twoja bozia broni, byś się tak zdenerwował, gdy ja cię sprowokuję. Już lepiej od razu zacznij sobie wora kręcić, żebym ja nie musiał. A kolesie napadający na ludzi, bo ich Zachód sprowokował, to wymagają kaftanu bezpieczeństwa lub przytulnej celi, a nie szukania usprawiedliwień dla ich niezrównoważenia emocjonalnego. Nieładnie, panie Cejrowski, nieładnie…, jeżeli i pan do tego stopnia nie panuje nad emocjami, by myśleć o wojnie, bo ktoś pana prowokuje, to lepiej będzie dla wszystkich, byś pan rozpoczął terapię agresji, bo albo cię uszkodzą, albo z pierdla do końca marnego żywota pan nie wyjdziesz!

096. Stopy Putina.

Nowinka botaniczna: Roślina z gatunku rafflesia. Polska nowa nazwa, to STOPY PUTINA, bądź ODDECH PUTINA – ze względu na wydzielany przez nią ZAPACH PADLINY, który wabi MUCHY. Muchy pomagają w rozmnażaniu, gdyż jak się domyślamy, stopy Putina mają ZA MAŁEGO, by rozmnażać się samodzielnie. MUCHY SIO!!!

Z legend anglosaskich: Grendel, potwór pustoszący królestwo duńskie, był odporny na zranienie bronią, dlatego rycerz Beowulf pokonał go urywając mu własnoręcznie łapę i powodując WYKRWAWIENIE NA ŚMIERĆ.

Marillion – Grendel.

Prośba do internautów: Trolle Putina szerzą dezinformację w sieci podając fake-newsy, fałszywe zdjęcia (np. z innych konfliktów lub z inscenizowanych sytuacji) i stosując inne podstępne metody. Panika nie pomoże. Nie powielajcie zatem niesprawdzonych informacji, dopóki nie pochodzą one ze znanych serwisów podchodźcie z rezerwą. I pamiętajcie o nieustającym, jasnym i zwięzłym przekazie dla Putina: ИДИ НА ХУЙ!, czy też jeśli wolicie, SPIERDALAJ ALBO WYPIERDALAJ!

Podobnie uważajcie na pomoc dla Ukrainy: Jeżeli zależy Wam na tym, by użyta została zgodnie z przeznaczeniem, korzystajcie z renomowanych organizacji charytatywnych. Ja wybrałem Polską Akcję Humanitarną, ze względu na jej wieloletnie doświadczenie w pomocy dla regionów objętych konfliktami, ale mnie zupełnie nie interesuje, jaką drogę wybierzecie, ważne by była bezpieczna. Kliknij tu, by zobaczyć listę organizacji humanitarnych prowadzących zbiórki.

Rosyjska ambasada w Dublinie znajduje się na ulicy (sic!) Orwella. Odwiedziny ekipy Wolanda lub każdego, kto wspiera Ukrainę z nieustającym przesłaniem dla najeźdźców, znajomym „ИДИ НА ХУЙ!” mile widziane! Z bandytami się nie dyskutuje!

P.S.

Zablokowałem pierwszego putinowskiego trolla po 2 złote od komentarza, nadającego (co za przypadek!) z HAJNÓWKI. Żaden sprzedawczyk nie umieści na tym blogu niczego, żaden komentarz sugerujący powiązania walczących za naszą wolność Ukraińców z wydarzeniami czasów II wojny światowej nie utrzyma się na tym blogu. Rosyjski trollu, ИДИ НА ХУЙ! Wąchaj stopy Putina w jego bunkrze! Jako rzekłem, z bandytami się nie dyskutuje!

095. Mrok.

Był styczeń roku 2009. Leżałem obolały nie mogąc nawet samodzielnie zmienić pozycji na szpitalnym łóżku neurologicznego oddziału pooperacyjnego. Przeciętni zjadacze chleba raczej wróżyli mi szybką śmierć, bo nowotwór połączony z koniecznością usunięcia guza z uszkodzonego nim kręgosłupa nie jest kojarzony z różową przyszłością. Mimo to lekarze, a zwłaszcza mój konsultant onkologiczny oraz jego przyjaciel, jeden z najwspanialszych neurochirurgów, jakich widziala Zielona Wyspa, spokojnie kontynuowali zaordynowaną terapię. Obserwowałem uwijające się jak w ukropie pielęgniarki, pielęgniarzy oraz ich asystentki i asystentów, którzy bez chwili wytchnienia nieśli pomoc wszystkim na oddziale, gdy telewizja transmitowała izraelskie czołgi wkraczające do strefy Gazy. Kontrast był poruszający: Ludzie niosący życie vs ludzie niosący śmierć. Chyba już do końca życia będzie mi to towarzyszyć. Sam czując ból fizyczny, zdawałem sobie sprawę, że mimo nieciekawego położenia leżę sobie syty w czystym i ciepłym szpitalu, mając dostęp do najlepszych środków przeciwbólowych limitowany jedynie moim bezpieczeństwem. Ponieważ jestem obdarzony silną empatią, łatwo mi było wyobrazić sobie cierpienia spowodowane postrzałem. Ja byłem cięty skalpelem prowadzonym precyzyjną ręką chirurga, a ledwo zipiałem, więc co musi czuć ranny, z wnętrzościami zmielonymi przez odłamek, w dodatku gdy jest głodny, spragniony, zziębnięty, bez środków przeciwbólowych!!!

Coma – Leszek Żukowski.

Putin niesie zagładę nie od dziś, głównie swojemu narodowi. Rosja, której carem czuje się Władimir Władimirowicz, to kraj śmierci: Z biedy, z braku opieki medycznej, z przepicia, z porachunków gangsterskich, z AIDS i chorób wenerycznych. Nie wiem, czy zdajecie sobie sprawę, ale 27% tegorocznych wydatków zaplanowano w budżecie Rosji na potrzeby wojennych aspiracji jej szalonego władcy. Po 2 latach pandemii! W Europie wydatki na siły zbrojne, to 2-3% budżetu. Rosja zajmuje 122 miejsce na świecie w oczekiwanej długości życia, wyprzedza ją nawet Białoruś. Mężczyźni 64,7 lat, kobiety lat 76,57. W Polsce (pozycja 36), to odpowiednio 75,31 i 81,71.

Coma – Zbyszek.

Mniej więcej przed tygodniem rozmawiałem z kolegą na temat rosyjskich przygotowań do napaści na Ukrainę. Zanim ją zajmą, wielu Rosjan wróci w palstikowych w workach, ale co dalej? Ukraina jest krajem pogrążonym w permanentnym kryzysie (podobnie jak i Rosja). To, co Polak uważa za pogranicze nędzy, Ukrainiec i Rosjanin ma za klasę średnią. Brakuje tu tylko wojny. Po co komu taki łup? Rosja już orientuje się, że sankcje pogrążą jej gospodarkę. Czeka ją jeszcze coś: Worki, tysiące worków ze zwłokami młodych chłopców wysłanych na Ukrainę po śmierć przez jeden rozkaz Putina. Chociaż nie…, moskiewska propaganda wojskowa wpadła na pomysł jak uniknąć tego widoku: Ściągnięto na front mobilne krematoria. To się w głowie nie mieści! Wszystko dla ukrycia kosztów ludzkich. Straty Ukrainy będą jeszcze większe, ale ona broni wolności, może liczyć na wsparcie finansowe Zachodu. Jeżeli wyjdzie z wojny jako wolne państwo, dostanie największą w historii swojego narodu pomoc, na co nie ma co liczyć Rosja. Jedno jest pewne: Rosjanie staną się tam najbardziej znienawidzonym narodem Świata. Putin chce włączać Ukrainę do imperium? Kto dobrowolnie wejdzie w spółkę z kimś, kto go nienawidzi? Pieniądze, to delikatniejsza rzecz niż śmierć, a tu jest jedno i drugie. Nie ogarniam pomysłu.

Nie pojmuję jeszcze jednego: W czasach, gdy cywilizowany Świat głowi się, jak złagodzić skutki pandemii: zdrowotne, gospodarcze, edukacyjne, gdy zastanawia się nad takimi kwestiami, jak ochrona Planety przed działalnością człowieka, czy likwidacja obszarów nędzy, istnieje człowiek, który planuje zbrodnię na narodzie ukraińskim, idącą niejako w pakiecie ze zbrodnią na obywatelach swojego państwa. Zamiast pomagać Rosjanom, przygotowuje wojenne rezerwy finansowe, gromadzi zapasy – z przeznaczeniem na potrzeby zagłady.

To zdjęcie dwóch rosyjskich jeńców. Młode chłopaki, ten z lewej wygląda mi bardziej na dziecko, niż żołnierza armii rosyjskiej. Bardziej niż siłę, widzę w nich wykształconą w patologii zdolność wytrzymania każdej biedy. Z bólem i zaciśniętymi zębami. Gdy porównuję ten widok z obrazami żołnierzy NATO, zwłaszcza amerykańskich zawodowców, maniaków sprawności, którzy wyglądają przy tych dwóch jak okazy siły i zdrowia przy zniszczonych narkotykami rówieśnikach z gangów ulicznych, to widzę dwa światy, piekło i raj na ziemi.

Świetliki – Korespondencja pośmiertna.

Nie cierpię porównań militarnych, nie znoszę dyskusji na tematy taktyki wojskowej. Nienawidzę oceny szans. Wojna to mrok, głód, chłód i ból. To stracone marzenia. Nie wyobrażam sobie, co się musi dziać w głowach ukraińskiej młodzieży, która zamiast żyć, wykorzystywać zdobytą wiedzę dla siebie i swoich najbliższych, została postawiona w takiej sytuacji. I to przez kogo?! Przez podstarzałego dyktatorka, który zatracił zdolność oceny swych możliwości. PUTIN ZHAŃBIŁ ROSJĘ i BIAŁORUŚ, jak niecałe sto lat temu HITLER ZHAŃBIŁ NIEMCY i AUSTRIĘ.

Defekt muzgó – Wszyscy jedziemy na tym samym wózku.

Nie wiem, po co ja to wszystko piszę. Chyba chcę to wyrzucić, zrobić sobie małą terapię. Jestem rozgoryczony i przygnębiony. Rosja, kraj Tołstoja, Puszkina, Dostojewskiego, Bułhakowa, Gogola, Okudżawy i Wysockiego na jotę nie korzysta z dorobku swoich proroków. Dla Putina lepiej by było, gdyby się nie narodził, a licznik zbrodni wojennych tyka.

094. Stój, elemencie aspołeczny!

16-go lutego trybunał TSUE odrzucił skargi PiS-owskiej żulii i wkrótce zacznie się wcielanie w życie mechanizmu powiązania unijnych wypłat funduszy unijnych z przestrzeganiem praworządności w poszczególnych państwach. Przypomniało mi to niejakiego „Henriettę”, polskiego alkoholika mieszkającego w Irlandii, który wraz z kilkoma kolegami (również Polakami) spożywał regularnie alkohol w miejscach publicznych, uważając że za swoje pije i w ogóle ma takie prawo, więc gówno go obchodzą prawa w miejscu, do którego sam dobrowolnie zgłosił akces. Najpierw było upomnienie, potem mandat. Henrietta z przyjacółmi stwierdzili, że nie będą płacić, bo nikt im nie będzie mówił, gdzie mogą pić swoje wino. Zgodnie z irlandzkim prawem, dostali najpierw karne odsetki, gdy nadal nie płacili, otrzymali grzywnę z procesu karnego, by wobec uporczywego niepłacenia, Irlandia zaproponowała im zamianę grzywny na areszt. Panowie do końca w to nie wierzyli, aż trafili za kratki, gdzie odsiedzieli ekwiwalent grzywny co do centa. W PiS nadal nie wierzą w konsekwencje łamania prawa!

Andrzej Kondratiuk – Hydrozagadka (1971) – Stój, elemencie aspołeczny!

Wiecie, co się stało z Henriettą? Obraził się na Irlandię, wrócił do Polski (za pieniądze rodziny i na jej garb), bo „Irlandia, to nie jest kraj dla Polaka”. Poniekąd rozumiem jego tok myślenia. Polska pod rządami PiS to żenująco słabe państwo, nie potrafiące wyciągnąć konsekwencji ani wobec oddającego mocz w miejscu publicznym menela, ani wobec pasażera na gapę, ani też wobec księdza pedofila, czy łamiącego obostrzenia epidemiologiczne szura. To może dać Henrietcie poczucie kontroli. Gdy dodam, że wraca w swoje rodzinne strony, gdzieś na wieś pomiędzy Rzeszowem a Stalową Wolą, to domyślicie się, że i poczucie wspólnoty szybko mu się uruchomi, bo z pewnością nie będzie sam.

Zauważyliście pewnie, że przestałem już tłumaczyć, dlaczego UE wymaga od państw członkowskich przedstrzegania zasad UE – w tym praworządności. Jeżeli ktoś nie zauważa groteskowości PiS-owskiego postulatu prawa do bezkarnego łamania prawa, oznacza to, że tak mocno identyfikuje się z tą partią, że przeciwstawianie się jej żądaniom odbiera jako atak na siebie, nie potrafiąc sobie poradzić z dysonansem poznawczym. Jak silne potrafią to być reakcje, spróbuję wytłumaczyć na zupełnie innym przykładzie.

Wojska rosyjskie stoją w pełnej gotowości bojowej na pozycjach do ataku na Ukrainę, prezydent Rosji domaga się od niepodległego kraju akceptacji aneksji Krymu, podporządkowania swojej woli na temat z kim Ukraina może się sprzymierzać, a z kim nie może, rosyjska zaś Duma ogłosiła rezolucję wzywającą Putina do uznania niepodległości Donbasu będącego częścią Ukrainy, a on sam próbuje szantażować Zachód pytając „chcecie tej wojny?!” lub ograniczając wcześniej zakontraktowane dostawy gazu! Zupełnie jak seryjny morderca, obciążający policję za to, że nadal jest na wolności i planuje kolejne zabójstwa. Sytuacja wydaje się jednoznaczna, bo co może bronić Putina? Błąd! Gdy zaczną działać w głowach mechanizmy redukcji dysonansu poznawczego, znajdziesz nawet w Polsce ludzi trzymających jego stronę. Dziś rano odwiedziłem blog pewnego starego komucha, takiego, co to uważa, że władza ludowa zamordowała tylko tych, którzy mogli jej zagrozić, bo musiała, a potem już prawie nie mordowała, więc jest spoko! I on właśnie ogłosił, że to Biden chciał wojny Rosji z Ukrainą, a Rosja mu pokrzyżowała plany, bo przeprowadza jedynie zwykłe manewry. TAK WŁAŚNIE DZIAŁA REDUKCJA DYSONANSU POZNAWCZEGO.

A mnie Świechna sprawiła śliczny zimowy płaszcz na Walentynki. To zadziwiające, jaką różnicę robi tych 1500 km na zachód od Grajdołkowa. Pojawiają się problemy pierwszego świata, a wszelkie zagrożenia wynikające z sowieckiej natury suwerena przestają nas dotyczyć. I tylko czasami coś przeniesie mnie w świat, w którym jeszcze nie tak dawno temu byłem zanurzony. Stare filmy Koterskiego, Kondratiuków, czy nawet Gruzy albo Barei. Z nowej twórczości, to chyba teledyski Ralpha Kamińskiego. Najbardziej na moje emocje działają wnętrza mieszkań i podwórka z tamtych dni. Pamiętam, jak jako dzieciak nie cierpiałem jeździć do rodziny w gości. W domu miałem książki, swoje lub z biblioteki. U różnych cioć i wujków zazwyczaj nie było nic. Wyposażenie salonu to radioodbiornik, telewizor, kryształy ze ślubu. Dobrze było, jak mieli encyklopedię, wyszukiwałem sobie wtedy ciekawe hasła i poznawałem ich znaczenia. A na podwórku był trzepak i koślawe komórki. Kurwa, jaki syf!!!

Ralph Kamiński – Wszystkiego najlepszego.

Wracając do Walentynek, właśnie przeczytałem, że męską część internautów oburzyła „fejsbukowa” grafika „Aborcyjnego Dream Teamu”, mówiąca mniej więcej to, że kobieta ma prawo odmówić pójścia do łóżka facetowi odmawiającemu jej prawa wyboru w sprawie donoszenia ciąży. „DYSKRYMINACJA”, podniósł się lament. Urażonym chłopcom proponuję donoszenie plemników, aż spotkają swoją Kaję Godek, Krysię Pawłowicz, Karolinkę Pawłowską, bądź Przemusia Czarnka. A najlepiej gieroje, czytajcie fantazje erotyczne Wojtyły, skoro już się chcecie masturbować, gdzie wy tam po stronach dla kobiet się bujacie?! Ja wam podpowiem tylko, że kobieta ma nie tylko prawo odmówić pójścia do łóżka z facetem uważającym ją za swoją własność, ale również z takim, któremu śmierdzi z ust lub nie zmienia bielizny, czy nie myje genitaliów, jest niepoczytalny lub nudny jak flaki z olejem. Zresztą sobie samemu też pozostawiam takie prawo, wymienione panie na „K” nie znalazłyby we mnie partnera.

Ralph Kamiński – Kosmiczne energie.

Pani Karolince, to jeszcze poświęcę chwilkę. To ta z Porno Jurnis, co to rogi swojemu ślubnemu sakramentalnemu przyprawiała, rozwodząc się i pracując jednocześnie nad urzędowym zakazem rozwodów dla INNYCH POLEK. Nie będę jednak tłumaczył, dlaczego brzydzę się tą panią, bo chciałbym się podzielić według mnie ciekawszym spostrzeżeniem. Wiecie, na czym polega EFEKT HALO? Na podstawie pierwszego wrażenia, automatycznie przypisywane są nowo poznanej osobie jakieś cechy. EFEKT AUREOLI, to efekt halo, ale ten, który następuje po POZYTYWNYM wrażeniu. Występuje wtedy skłonność do przypisywania DOBRYCH cech. Olbrzymią rolę w pierwszym wrażeniu odgrywa WYGLĄD. To właśnie efekt aureoli sprawił, że stary pierdziel Miller Leszek, wystawił jako kandydatkę na urząd prezydenta z ramienia SLD, nieprzejawiającą zewnętrznych objawów inteligencji panią Ogórek, czym upupił swą partię tak dokumentnie, że do dziś się nie może odbudować. Podobną aurę roztacza Karolinka. Gdyby taką wpadkę wykonała Szydło, bądź Kempa, zostałyby w sieci zjedzone i wysrane, ale w tym wypadku jakieś zaślinione capy grzeją jej wizeruneczek słowami zaczynającymi się od „szkoda, że taka piękna kobieta….”. Liczne są też wynurzenia erotomanów gawędziarzy w stylu „przyjdź do mnie lalunia, to ci pokażę cuda”. Najbardziej zirytowała mnie jednak zazwyczaj przeczulona na przejawy seksizmu Paulina Młynarska, która sama pojechała tekstem (cytuję): „Patrzę na prześliczną, młodziutką twarz głównej bohaterki dramatu i zachodzę w głowę. Życie jest takie długie, tyle się jeszcze może zdarzyć. Tyle zakrętów, porywów serca, wpadek, dobrych i złych wyborów. Co ty tam w ogóle robiłaś?….” Pani Paulino, mówimy o cipie lat 31, która uważa się za tą, której nie obowiązują nieludzkie zakazy i nakazy przez nią samą głoszone. Ten zdewociały babsztyl, współczesna pani Dulska, może zniszczyć niewinnej osobie życie nie tylko jako członkini fundamentalistycznych organizacji, ale i jako prawnik. Tymczasem pani „patrzy na młodziutką śliczną buzię”. Ojojoj! Gdybym to ja napisał, słusznie wzięłaby mnie pani za seksistowskiego wała i nie omieszkała tego głośno powiedzieć.

Na zakończenie ANONS: NASZ KOT RYSZARD OTWIERA SWÓJ BLOG! KLIKNIJ TU, BY GO ODWIEDZIĆ!

093. Pyskujący żul.

Narodzie…., Naaaaa-roooo-dzieeee…..!!!! Jak tam?! Powstałeś już z kolan? Ja już Ci nie będę mówił o tak niepojętych sprawach, jak to, że w czasie ukraińskiego Majdanu, Kwaśniewski pełnił rolę negocjatora między stronami konfliktu, a dziś Polska w negocjacjach jest nie tylko pomijana, ale nawet nikt jej o nich nie informuje, ale przypomnę to, co mnie osobiście jeszcze bardziej irytuje.

Z „Sekcji gimnastycznej”.

Już za pierwszych rządów PiS (2005-2007) zwracałem uwagę, że gówniarska pyskówka jest raczej atrybutem niedojrzałego małolata, bądź więdnącego żula, niż dumnego Narodu. Na wulgarną żulię cywilizowany Świat ma sprawdzony sposób: KONSEKWENCJĘ. Morawiecki właśnie ogłosił sukces negocjacji w sprawie Turowa. Ilustruje go poniższa grafika.

Z „Sekcji gimnastycznej”.

Ponieważ przeciętnemu Kowalskiemu zdaje się, że płaci PAŃSTWO, a państwo, to NIE ON, sięgnę po „sukcesy” bliższe ciału.

Z „Sekcji gimnastycznej”.

Zawsze znajdzie się jednak dziennikarz drugiej klasy, który uzna brązowy medal olimpijski Dawida Kubackiego za zasługę Jacka Kurskiego.

Z „Sekcji gimnastycznej”.

Najbardziej poruszył mnie Breżniew (ten starszy pan w brudnych butach nie od pary), który zapowiedział kary personalne za sukces polskiego ładu. O dziwo, nic nie wspomniał o swej własnej dymisji.

Jaromir Nohavica – Kiedy odwalę kitę.

Czyżby planował wcześniej odwalić kitę?

Tak, tak…, to słynna stępka Morawieckiego do budowy polskich promów, wystawiona na złom w cenie wywoławczej 2 złote za kilogram.

Zaraz, zaraz…, ale jeżeli prezes pan się przekręci, to kto wtedy odsłoni ten pomnik polskiego ładu?

Kult – Śmierć poety.

W 1930 roku Konstanty Ildefons Gałczyński napisał „Śmierć poety”. Nie sposób nie wspomnieć tego utworu przy okazji śmierci sprzed kilku dni innego wybitnego twórcy, którego nazwisko litościwie pominę, dość że wspomnę, iż ogłosił bojkot nagrody Nike, ale przeprowadził go w swoistym stylu, bo wziął pieniądze, a nie pojawił się na gali, taki honorowy był z niego człowiek. Nie lubił gazety przyznającej wyróżnienie, ale polubił pieniądze od niej.

Ciężki tydzień przede mną, znaczy się dużo pracy, mało czasu na rozrywki, pozostawiam Was zatem z tą notką, a sam to już chyba zajmę się bajerowaniem Świechny. Na szczęście jest już moją żoną, więc formalności mamy z głowy i możemy zająć się przyjemniejszą stroną tego stanu.