087. Tylko pytam.

Czy wiecie, że po wprowadzeniu obowiązkowych szczepień w Niemczech i Austrii, pracujący tam mieszkańcy Podhala zaczęli się nagle szczepić? Macie jakieś hipotezy, prócz tej najprostszej, że niektórym ludziom chciwość pomaga nie tylko wiązać koniec z końcem, ale też i przełamywać lęki?

Z całkiem zupełnie innej beczki….

Jak oceniacie warszawski zjazd faszyzujących populistów, którzy w dużej części olali imprezę? Też Was rozśmieszyły mrzonki Kaczyńskiego o budowie wspólnej alternatywy dla Unii Europejskiej? I to snute przy okazji spotkania trzecioligowych polityków, z którymi żaden liczący się europejski przywódca nie chce rozmawiać dłużej, niż to wynika z kurtuazji. Mnie zawsze w takich sytuacjach zastanawia, jak mieliby się dogadać z obcokrajowcami mazgaje uważający, że obcokrajowcy są ich wrogami. Już mieliśmy taki przykład, gdy Stalin ułożył się z Hitlerem. Zgody starczyło na 2 lata. I tak dłużej, niż zapału polskich kiboli, którzy po śmierci Wojtyły ogłosili zgodę między sobą.

A jeszcze z innej beczki….

Zazwyczaj grudzień jest w mojej pracy bardzo spokojny, 3 do 5 zleceń. Tymczasem teraz dostałem tyle ofert, że nawet nie miałem czasu pochwalić się Wam udaną premierą naszego projektu filmowego. Świechna skromnie nazywa go moim, ale prawda jest taka, że film by nie powstał, gdyby moja Kochana mnie nie wspierała, zwłaszcza gdyby nie nauczyła mnie obsługi „Vegas Pro”, bo przejawiam wyjątkową tępotę w zetknięciu z youtubowymi tutoralami. Wracając do filmu…: Bałem się, że ludzie zaczną wychodzić. Temat ciężki, a mój język do łagodnych nie należy (scenariusz też napisałem ja, właściwie od tego się zaczęło), a tu pokaz filmu o patologii zorganizowany został w rejonie, w którym każdy obywatel styka się z nią bezpośrednio. Ponad dwie godziny o tym, jak to wygląda z pozycji obserwatora, a jak z pozycji uczestnika.

Maciej Maleńczuk – Nowa jelita.

Moja obserwacja jest taka: Wszędzie da się znaleźć ludzi gotowych do współpracy nad odważnym projektem, za to zainteresować nim elyty…. oj…, to już wykracza poza moje możliwości. Zarobieni są. Prócz lokalnych działaczy, którzy zresztą czynnie wsparli projekt, nie udało nam się zwabić nikogo, nawet mediów. O tyle dobrze, że przyszli ci, co naprawdę chcieli, więc nie mieliśmy dylematów przy rozdziale zaproszeń (limity covidowe). Nic na siłę, choć dość klarownie pokazuje to, jak syzyfową pracą jest działalność społeczna w projektach oddzielonych od polityki. Macie podobne doświadczenia? Tylko pytam, bo nawet nie wiem, czy i kiedy znajdę czas na odpowiedzi. Zmęczony jestem.

086. Husaria z Jedwabnego.

To, co się stało w piątek w polskim Sejmie, kwalifikuje się nie na blog, a do prokuratury. Do dalszego procedowania przesłano ustawę nakazującą prześladowanie społeczności LGBT. Nie chciałbym, by kiedyś trybunał w Hadze od tego właśnie wydarzenia rozpoczynał akt oskarżenia przeciw polskim zbrodniarzom szerzącym nienawiść na tle homofobicznym i rasowym (wiemy, co się dzieje na granicy z Białorusią). Wolałbym, by to Polacy postawili tę bandę przed swoim sądem i sami przypilnowali sprawiedliwości, zwłaszcza że wycierają swe mordy Narodem i religią. Nie bardzo w to jednak wierzę i już tłumaczę, dlaczego.

Mem z Sekcji Gimnastycznej.

Jeśli wierzyć słupkom, w Polsce politykom opłaca się prześladować najsłabszych. Gdy w kampanii wyborczej 2015 wyszła sprawa uchodźców, notowania partii nawołujących do odcięcia się od pomocy humanitarnej natychmiast poszybowały w górę. Mózg dzielnego narodu wysłał sygnał do swojej kupy, że jest wzywana na pilne spotkanie w majtkach. Dokładnie to samo się stało ostatnio, podczas kryzysu na granicy polsko-białoruskiej. Słupek poparcia dla PiS opada po każdej zbrodni zdemaskowanej w mailach Dworczyka, czy śledztwach dziennikarskich, bądź prowadzonych przez NIK, po coraz to nowych podwyżkach cen, zwłaszcza kontrolowanej przez państwo energii, jednak natychmiast idzie w górę, gdy można kamery skierować na INNYCH, OBCYCH.

Mem z Sekcji Gimnastycznej.

Dokładnie ten właśnie mechanizm wykorzystuje Kaczyński przekazując zbrodniczy projekt Kai Godek do dalszego procedowania. Nie dość, że wspomoże spadające notowania, to odwróci uwagę od przestępstw gospodarczych, korupcyjnych i nepotycznych dokonywanych przez funkcjonariuszy partyjnych i samego Breżniewa prezesa pana. Bo co innego można zrobić, gdy dziadyga przysypia, Banaś sypie, a dziennikarze wyśledzili, że skazany za ONANIZM W MIEJSCU PUBLICZNYM były rzecznik CBA, człowiek ułaskawionego przez Dudę przestępcy, Mariusza Kamińskiego (tego od preparowania fałszywych dowodów z pomocą przeróżnych agentów Tomaszów lub przekupywanych skazanych) odnalazł się na ciepłej posadce w tak znanej firmie państwowej jak Poczta Polska, a pracuje w dziale obronności i zarządzania kryzysowego.

Mem z Sekcji Gimnastycznej.

To nawet pasuje do Wolski: ONANISTA I EKSHIBICJONISTA zajmujący się obronnością, tylko trzeba coś wymyślić dla odwrócenia uwagi, np. ŁAPAJ DŻĘDERA!!! Pomogą faszyści, pomoże kościół, pomoże suweren. Najlepiej podlać to sosem patriotyczno-religijnym, to się nad Wisłą nadal sprzedaje. Uczciwi ludzie zajmą się obroną prześladowanych, a bandytom znów ujdzie na sucho. Taki przynajmniej widzę tu schemat.

Jacek Kleyff – Źródło.

„Gdy usłyszeli to, co śpiewam dwaj patrioci zawodowi, zaraz pytają Jezuitów o mój kręgosłup ideowy. A tamci, że ja sodomita, pół-Żyd, pół-złodziej i artysta. A ja na nazwy i na znaki sram! Nie fetysz granic mnie tu trzyma, lecz miejsca i w tych miejscach przyjaźń”. Często przypominam ten utwór. Tekst z 1975 roku, a wciąż mi bliski i niestety aktualny. To tak na wypadek, gdyby ktoś sądził, że Polska jest krajem nowoczesnym.

Lady Pank – O dwóch takich, co ukradli księżyc na żywo.

Zauważyliście, że nagle zwiększyłem ilość wątków politycznych? Nie wynika to z jakiegoś szczególnie większego zainteresowania tematem, po prostu zachorowałem, siedzę w domu i mimo, iż podobnie jak wynik Świechny, mój test na covid-19 był również negatywny, to jednak infekcja przytrzymała mnie w czterech ścianach i przed monitorem. Spędzałem więcej czasu na przeglądzie wiadomości, nie tylko politycznych. Jak zauważyliście, zrobiłem sobie mały przegląd strony „Sekcja Gimnastyczna” (kliknij tu – godne zobaczenia, większość moich czytelników prawdopodobnie od dawna ma tę stronę w ulubionych) i to właśnie ilustracje z Sekcji zdobią dzisiejszy felieton. Domykam też mój projekt filmowy, to już ostatnie tygodnie przed premierą. W międzyczasie oglądamy ze Świechną produkcje dużo bardziej znanych twórców. Najbardziej czekamy na „Wesele 2021” Smarzowskiego, nasze kino wyświetla ten film 12-go, 13-go i 14-go listopada. I wiecie co??? Już na forum pod tą informacją, jakiś zasraniec zastanawia się gdzie ta kombinatorsko-antysemicka, mordercza i zapóźniona Polska. Myślę, że najlepiej by było, gdyby to poznał na własnej skórze, na przykład niech spróbuje kibicować na „Żylecie” Legii, wymachując flagą Izraela. Zaraz by go uświadomiła HUSARIA Z JEDWABNEGO, przy pełnym wsparciu z ambony i trybuny sejmowej. Gdy ktoś nie wierzy, niech spróbuje sam. Zresztą…, podobny efekt przyniosłoby kibicowanie z tęczową flagą, bardzo ładnie widać to było podczas debaty nad projektem Kai Godek. Jakiś złamas przyrównywał osoby LGBT do bojówek faszystowskich, a inny się żalił, że mimo 140 tysięcy podpisów pod ustawą wprowadzającą prześladowanie osób nienormatywnych seksualnie, ktoś śmie się opowiadać przeciw temu projektowi. Faszystowskie Niemcy wprowadziły ustawy norymberskie we wrześniu 1935 roku, Wolska próbuje je wprowadzić w roku 2021. To pokazuje mentalne zacofanie naszej Ojczyzny. Poziom świadomości społecznej w Polsce jest taki, jak w Niemczech 86 lat temu. Ponieważ nie mam wątpliwości, że sejmowa nagonka dzieje się za przyzwoleniem niedołężnego satyra z ulicy Mickiewicza, na zakończenie wierszyk.

W samym środku Żoliborza

na ulicy Mickiewicza,

tam gdzie stoją liczne suki,

polsko-wolska jest granica.

*

Tam za płotem kaczy totem,

domek oraz człowiek stary,

który tutaj mieszka z kotem

i odprawia czary-mary.

*

„Pół Stalina, pół Hitlera,

dopraw wszystko Talibami,

zmieszaj to, na krzyż spozieraj,

potem czekaj na tsunami.

*

Gdy rozwalisz kraj do spodu,

rozpłacz się jak Becia Kempa.

Buty włóż, a potem chodu!

Ważne, byś nie zwalniał tempa.”

I żeby nie zostawiać Czytelników z bagażem złych emocji, podpowiedź, jak je rozładować. Ostatnio oglądam krókie filmy opowiadające o więzi między człowiekiem, a zwierzętami, także o innych przyjaźniach międzygatunkowych. Chociaż najlepiej samemu przyjąć pod dach jakieś zwierzę. Potwierdzają to liczne przykłady osób przygarniających zwierzęta ze schroniska, bądź znajdy z ulicy. Bardzo szybko okazuje się, że obu stronom właśnie tego było trzeba, co potwierdza przykład mój, Świechny i kota Ryszarda. A jeśli do tego dodać film, muzykę, książkę, wędrówkę, wszystko co budzi zachwyt, to przetrwamy.

085. A kto pyta, ten wielbłądzik.

Człowiek-budapren pełniący w najwspanialszym mocarstwie międzygalaktycznym urząd teoretycznego Marszałka Sejmu zapewnia, że jego przysypiający Breżniew jest w świetnej formie. Zważywszy na to, że zakładał już na publiczne występy buty nie od pary, maseczkę na oczy, zegarek do góry nogami, gadał do słuchawki, a słuchał mikrofonu telefonicznego, nie zapinał rozporka, miał kłopoty z utrzymaniem standardów czystości obuwia, mam tylko jedno pytanie, na które nie spodziewam się usłyszeć odpowiedzi partyjnioków, natomiast chętnie wysłucham koncepcji czytelników: Jak nasze słoneczko zachowuje się w chwilach, gdy poczuje się gorzej, skoro już wiemy co robi, gdy jest w doskonałej kondycji? Spożywa posiłki odwrotnym końcem układu pokarmowego???

VooVoo – Nie spać.

W związku z tym, że niejaka Kempa Beata po raz nie wiadomo który sugerowała, że opozycja to niemieccy dywersanci, a tzw. wolne media skupiły się na walnięciu w zatłuszczony łeb sugerowanym przez obrażanego polityka, mam 2 pytania do tzw. dziennikarzy: Czy wy macie głowy, by wam podczas deszczu wody do brzucha nie napadało, że nie rozróżniacie ciężaru zniewagi? To się tak robi od symetryzmu, czy od przyjęcia roli „Warren, przyjaciel wszystkich”?

W związku z rosnącą liczbą ofiar śmiertelnych Covid-19 w Polsce oraz z przodowaniem Rzeczypospolitej w tabeli zmarłych na inne niż koronawirus choroby, co oznacza dramatyczny zanik dostępności do ogólnej opieki medycznej, mam pytanie następujące: Czy obywatele tego kraju spisali najsłabszych na straty, łudząc się, że sami się do słabych nie zaliczają, czy jednak zaczną się w końcu domagać od władz przedstawienia planu gwarantującego przywrócenie wydolności służby zdrowia do poziomu sprzed epidemii?

Czy w związku z zapowiedzią podwojenia liczebności polskich wojsk, powstał plan pociągnięcia do odpowiedzialności karnej niejakiego Antoniego M., który prowadził działania dywersyjne, skutecznie blokując modernizację armii, zrywając wszystkie kontrakty i marnując środki finansowe na niemoty z WOT i korpusu kapelanów wojskowych?

Czy w związku z groźbą III wojny światowej ogłoszoną przez coraz bardziej teoretycznego premiera, Morawieckiego Mateusza, moglibyśmy się dowiedzieć w jakim sojuszu zamierza on wystawić polskie wojsko do tych niewątpliwie interesujących igrzysk? I co znaczą „wszelkie dostępne środki”, groźbą użycia których straszył pan Mateusz Unię Europejską? Kosynierów? Operatorów dzid bojowych? Procarzy? Pogrzebowych oddziałów kapelanów polowych?! Milion samochodów elektrycznych? A może po prostu ciężkiego pierdolca i kuku na muniu?!

Ralph Kamiński – Kosmiczne energie.

Wiedzieliście, że Polska posiada agencję kosmiczną, która ma swoją radę, a jej szefową właśnie została absolwentka Międzywydziałowych Studiów Wschodniosłowiańskich? To już wiecie! Doświadczenie zdobywała w kancelarii prezydenta, TEGO PREZYDENTA (podpowiedzi: samolot, brzoza, jebudu)! Zaczynam się obawiać zderzenia z jakąś planetoidą lub co najmniej z satelitą! A Wy???

Lech Janerka – Reformator.

Pan Zbyszek, znany jako Poseł Zero (szef MSZ i prokuratury) pokłócił się z panem Piotrusiem, znanym jako Tablet Prezesa (szef MKDNiS) o proponowany wygląd nowego godła. Moje pytanie brzmi: Jak oceniacie mój projekt zmian: Nowe godło powinno być nowoczesne i religijne. Orzeł w koronie i aureoli, wokół której wyświetlają się paski Wiadomości TVP. Ptak nie może być goły, bo się źle kojarzy, jak dżęder jakiś. Należy założyć mu dres z napisem ORLEN, jak u Kubicy. I dopiero na ten dres można nałożyć krzyż, na grubym, złotym łańcuchu, jak u prałata Jankowskiego lub księdza biskupa generała dwojga imion. I szpony ze złota, tak, ale na sportowo, niech one wystają z klapków jakiejś polskiej firmy. STOMIL na przykład. I ten orzeł powinien być imienia świętego Jana Pawła II oczywiście. Hymn też można zmienić, bo tego to ani zaśpiewać, ani zatańczyć prezes nie potrafi. „Miała matka syna, niech żyje wolność, wolność i swoboda” niech będzie. Śliczne, prawda? ABBA ojcze, BONEY M. matko!

Prywatnie: Żona mi się pochorowała, zadzwoniła do naszej przychodni, by się zarejestrować i natychmiast wyznaczono jej termin testu (odbył się on 2 godziny i 50 minut od przekazania lekarzowi pierwszego kontaktu informacji o złym samopoczuciu). W centrum testów przeważali ludzie w świetnej kondycji. Po prostu mieli kontakt i dostali skierowanie z tego powodu. Dzięki temu, szansa wykrycia zakażonych we wczesnym stadium choroby jest bliska 100%. Tak oczywiście dzieje się w Irlandii. Jak to się ma do polskich standardów? Jak to wygląda nad Wisłą?

Znacie Ojca Teda? Kultowy serial komediowy „Father Ted” kpił z irlandzkiego kościoła czasów Wojtyły tak mocno, że co bardziej katoliccy katolicy się na niego poobrażali, gdzieniegdzie był zakazany. W naszym Tesco pełne 3 sezony + dodatki kosztują jedyne 18 euro! To już wiecie, co oglądamy od dwóch wieczorów? Jak mi kiszek ze śmiechu nie poskręca, to dziś zaczynamy drugi sezon.

I na zakończenie porównanie znalezione na portalu Onet, które rozbawiło mnie i Świechnę. W filmie „Indiana Jones” była taka scena, gdy tytułowego bohatera próbował zatrzymać wymachujący szabelką koleś. Dr Jones pokręcił z politowaniem głową, powoli wyciągnął rewolwer, wycelował i położył jednym strzałem idiotę. Dokładnie to samo zrobił dziś TSUE z wymachującym tym i owym Morawieckim, nakładając na Polskę milion złotych kary za każdy dzień ignorowania wyroków trybunału. To jak, budzimy Breżniewa?

084. Sensacja etnograficzna w Polsce.

Sensacja etnograficzna w Polsce. Koalicji rządzącej udało się stworzyć nowy naród. Składa się z 31 osób, posiada umiejętność czytania i pisania na poziomie wczesnym-podstawowym. Ciekawą cechą jest, że uważa się on za naród polski i zdaje się nie ogarniać faktu, iż rzeczywista liczebność Narodu Polskiego (wraz z Polonią) określana jest na 50 do 57 milionów, czyli jakieś 1 700 000 razy więcej, niż wynosi liczebność ich społeczności. Mimo niewielkiej populacji i stosunkowo niskiego poziomu rozwoju (poziom przedszkolny przeciętnego Polaka), nowo utworzony naród potrafi przeprowadzać zorganizowane akcje, zwłaszcza gdy chce pokazać focha. Zasłynął odsyłaniem książek Olgi Tokarczuk, każdy członek owego narodu odesłał jedną pozycję. Analiza stanu książek pozwala przypuszczać, że książki nie były czytane, za to były pomazane (stąd stopień rozwoju nowego narodu określa się na 3 do 6 lat przeciętnego Polaka). Nie lekceważmy jednak tej społeczności, bo ich akcja wsparła fundację zajmującą się walką o prawa osób LGBT+. Fundacja Olgi Tokarczuk zlicytowała zwrócone pozycje. Okaleczone książki, podobnie jak to się dzieje z seriami znaczków pocztowych lub banknotów z błędem, osiągnęły na aukcji nadspodziewanie wysokie ceny, najdroższa z nich, pobazgrana słowami „oszustka, zdrajca, targowica, za to ten twój nobel?” osiągnęła cenę 5101 złotych. W sumie konto fundacji walczącej o prawa osób LGBT+ wzbogaciło się dzięki nowo odkrytemu narodowi dokładnie o 40 322 złote i 43 grosze (mowa oczywiście o polskich nowych złotych), średnio przypada więc 1300 złotych na każdego biorącego udział w narodowym odsyłaniu.

Książka terapeutyczna dla nowo stworzonej nacji.

Nieoficjalne źródła donoszą, iż poruszeni społeczną aktywnością nowej nacji Polacy postanowili ufundować im 31 egzemplarzy (dla każdego po jednym) wzruszającej powieści o koniu, który pracował w kopalni, by podnieść ich stopień rozwoju do poziomu co najmniej drugo-trzecioklasisty, zabiegają też o wysłanie do tego narodu zawodowego bibliotekarza z misją nauczenia ich właściwego korzystania ze słowa wydanego drukiem. Ja zaś chciałem z tego miejsca zaapelować do Polaków o przesyłanie tej mikrospołeczności możliwie prostych książek, najlepiej z obrazkami, by nie zrażali się, gdy nie rozumieją tekstu. Ode mnie dostaną „Bajki terapeutyczne” Marii Molickiej.

083. Mniej mam i mniemam, że nie mam ja mienia.

Po powrocie z Polski złapałem się na haczyk zarabiania, aż wstyd się przyznać, ale zaledwie pojedyncze dni byłem w stanie poświęcić Świechnie-Małżonce i sobie samemu. W końcu miarka się przebrała i odrzuciłem wszystkie oferty pracy na najbliższy tydzień, puszczając mimo uszu komplementy centrali mające skłonić mnie do wynajęcia im swojego czasu. Nie wszystko da się kupić za pieniądze – nie chciałbym naśladować tych z moich znajomych, którzy o tym zapomnieli.

W pierwszy dzień wolnego Świechna wyciągnęła mnie na obiad do restauracji z pobliskiej wsi. Jadłodajnie Irlandii to dla mnie, Polaka, prawdziwy fenomen. Miejscowość z populacją nie przekraczającą 1500 osób, posiada 4 restauracje oraz jedno stoisko z fastfoodami na stacji benzynowej. O ile 3 restauracje nastawione są na zamożniejszych klientów przyjeżdżających na znane w środowisku pola golfowe, to czwarta jest typowo rodzinnym miejscem obleganym przez rodowitych mieszkańców. I właśnie tam zachwycałem się niezwykłej dobroci chowderem i sałatką z sera koziego. Mamy wreszcie czas, by wspólnie doświadczać i o tym rozmawiać, a jest o czym.

Na przykład o familii Beksińskich, których okruchy życia poznawaliśmy w „Ostatniej rodzinie”, fabule Jana Pawła Matuszyńskiego i dokumencie Marcina Borchardta „Beksińscy – album wideofoniczny”. Bardzo różne obrazy, ale z jedną cechą wspólną: Oba pokazują poważnie zaburzoną rodzinę i jej próby mierzenia się z niełatwą rzeczywistością, ujęte w niepowiązanych ze sobą ciągiem przyczynowo-skutkowym scenach. Mnie ten sposób odpowiada, pozwala poczuć chaos w jakim zanurzeni są bohaterowie. Oszczędzę jednak Czytelnikom moich mniej lub bardziej udolnych prób analizowania postaci (być może Świechna się o to pokusi, bo wiem, że przygotowuje na ten temat swoją notkę), a skomentuję jedynie to, co odkryła moja Małżonka na pewnym forum filmowym, gdzie jakiś urażony fan Tomasza Beksińskiego oburzał się na przedstawienie go jako (cytuję) „nieudacznika”, wywołując tym dyskusję, czy legendarny tłumacz i prezenter radiowy nim był, czy też nie. Zdradzę Wam, że poczułem w tym momencie bezsilność, ręce i nogi mi opadły, bo naprawdę nie wiem, co trzeba zrobić, by do Polaków dotarło, że zaburzenia psychiczne, bądź ich brak nie świadczą o byciu, bądź nie, nieudacznikiem. Zaburzenia, które nie zawsze muszą być nawet jednostką chorobową, a raczej innym sposobem odbierania bodźców zewnętrznych. A filmy zobaczyć warto, bardzo warto, po to chociażby, by zobaczyć jakie problemy napotykają ludzie z niezdiagnozowanymi problemami natury psychicznej. Korciło mnie, by napisać „ze spektrum autyzmu”, ale choć to prawdopodobne, to przecież diagnoza mogłaby być zupełnie inna, a dodatkowo poszerzona o problemy współistniejące. Mam na myśli głównie Zdzisława i Tomasza, ale przecież Zofii też by się przydała wizyta u psychoterapeuty.

Paweł Aldaron Czekalski – Niemanie.

Rozmawialiśmy też o Polsce, o tym, że rodzicom Świechny rachunki za ogrzewanie wyskoczyły pod tysiąc złotych miesięcznie (pomyślałem o słowach piosenki, które zawarłem w tytule notki), a rząd z Matouszem na czele kompromituje się żulerskimi wystąpieniami w Europarlamencie. Przy całym poczuciu upokorzenia, jakie mam z powodu tej władzy, rozśmieszyła mnie Becia Szydło, pyskująca z mównicy Europarlamentu „ODCZEPCIE SIĘ OD POLSKI”. A przecież Unia nic innego nie zamierza zrobić, jak tylko odczepić się od Polski, uwalniając ją od wrażych unijnych pieniędzy przynoszących według wyliczeń Jakiego same straty. Podstawą prawną jest powiązanie planowanych wypłat pomocy solidarnościowej z praworządnością, a że Polska nie jest państwem prawa, expremierka teoretyczna wie najlepiej, gdyż osobiście NIE WYKONAŁA WYROKÓW Trybunału Konstytucyjnego własnego kraju (więc nie chodzi o prymat sądów polskich nad unijnymi, ale o prymat Kaczyńskiego nad sądami), a później wybrała nielegalny trybunał z politykami i przestępcami w składzie, w tym z komunistycznym przestępcą sądowym oraz małżonką TW Wolfganga, której KRS nie wydała zgody na powrót do pracy sędziny.

Wróćmy jednak do wystąpień PiSowskich polityków w Europarlamencie. Zostali wezwani do złożenia wyjaśnień, w celu uruchomienia pomocy finansowej dla Polski. I teraz zadanie dla Czytelników:

Dwóch obywateli ubiega się w banku o pomoc finansową, więc zostali poproszeni o udokumentowanie wydania środków z poprzedniej pożyczki zgodnie z deklarowanym celem. Wskaż tego z nich, który otrzyma pożyczkę oraz tego, który uprzejmie, aczkolwiek stanowczo zostanie odprawiony z kwitkiem:

OBYWATEL A, który przyniósł do banku faktury dokumentujące wydatki, czy OBYWATEL B pyskujący, żeby się bank odpierdolił od jego rodziny, bo tak w ogóle, to pan Iksiński niczego takiego nie musiał dowodzić, więc z jakiej racji on musi.

Innym tematem poruszanym przez nas ostatnio w domowych dyskusjach, było wychodzenie niektórych szkół polskich przed szereg i wdrażanie Czarnkowego wychowania do cnót niewieścich, zanim jeszcze w odpowiednim rozporządzeniu minister zdołał wyjaśnić, czego oczekuje. Podobno padały oczekiwania nauczycieli co do stroju dziewcząt, który (cytuję) „ma nie kusić chłopców”. Komentarz Świechny, która kilkanaście lat przepracowała w zawodzie nauczycielskim był krótki, cytuję: „W środowisku nauczycielskim zawsze było wielu konformistów, którzy tak samo płakali publicznie po Stalinie, jak i po JPII”. Ja z kolei zatrzymałem się na kilku gniewnych komentarzach wobec „strażników cnót niewieścich”, bo moje myśli uciekły w kierunku tego, czego ja bym chciał, by młodzież została nauczona w temacie wpływu ubioru na seksualność i w ogóle wpływu ubioru na odbiór otoczenia. Przede wszystkim marzy mi się, by młodzi ludzie nauczyli się, że mają prawo do atrakcyjnego wyglądu, mają prawo do pewności siebie, mają prawo dbać o siebie tak, jak umieją, właśnie po to, by mogli się czuć atrakcyjnymi dla innych, a dla rówieśników w szczególności. A potem zacząłem to w myślach rozwijać tak rozlegle, że w tym momencie nie chce już mi się tego przelewać na blog.

I jeszcze jedna moja rozmowa ze Świechną…: O szukaniu siebie, o drodze jaką przebyliśmy, by się odnaleźć, aż nasza dyskusja zeszła na pewne cechy, które zachowałem z dzieciństwa podczas, gdy większość moich rówieśników zdążyła się ich pozbyć. Opowiedziałem o chwili, w której wychwyciłem, że coś takiego się dzieje, Wam też powtórzę: Co wakacje widywałem się z kuzynem i do pewnego momentu, gdy miał lat może 10, może 12, nie miał problemu, by wyjść ze mną poza miasto na czereśnie, orzechy (teraz przypomniałem sobie, że dotyczyło to również wypadów w ruiny zamku), aż pewnego lata napotkałem opór. Wszystko się zmieniło, na owoce chodzić mu się „nie opłacało”, do zamku to w ogóle nie wiadomo po co iść, skoro daleko i pod górę, a nic z tego nie wynika. Do tego wkradł się bezsensowny pośpiech, niecierpliwił się nawet, gdy zbyt długo sznurowałem buty, przestaliśmy łazić dla łażenia, a zaczęło się chodzenie w konkretne miejsca na skróty, najszybszą trasą. Skończyła się pewna epoka, to był dla mnie niemały szok, nie wiedziałem co się stało i dlaczego.

Do dziś chodzę, by się przejść, zdarza mi się przejechać samochodem, by się przejechać (gdy aura nie sprzyja chodzeniu). I znalazłem kogoś, kto chodzi ze mną i szczęśliwym zbiegiem okoliczności jest mą Małżonką 😉

082. Długi finisz roku oraz ballada o wejściu do Unii.

No i zaczęło się, rozpoczęliśmy długi finisz roku. Po okresie wakacyjnym, Świechna wznawia swoje studia psychologiczne (zostały jej 3 semestry walki z materią naukową, cokolwiek to znaczy), a u mnie została wyznaczona data końca projektu filmowego, czyli długo odsuwanej premiery, gdy jednocześnie zwaliła się na mnie całkiem duża ilość zleceń zarobkowych. W związku z brakiem czasu, podeprę się zatem dziełem dolnośląskiego artysty i społecznika, Dariusza Milińskiego.

Dariusz Miliński – Ballada o wejściu do Unii Europejskiej.

Użyłem tego zdjęcia do skomentowania kłamliwych wypowiedzi niejakiego Jakiego Patryka na temat rzekomych strat Polski wynikających z członkostwa w Unii Europejskiej. Myślę, że jeżeli władze RP dadzą panu Milińskiemu okazję do namalowania „Ballady o wyjściu z Unii Europejskiej”, na płótnie znajdą się wyrzucani kopniakami żule z niedopitą gorzałą w ręku, pospiesznie uciekający do swych poobijanych „beemek” i innych produktów tej „niedobrej unii”. Tak to jest, gdy gołodupe menelstwo, dla którego zakup nowych spodni rośnie do rangi wydarzenia roku, dostanie europejską kasę, by pożyć trochę na poziomie zbliżonym do unijnego.

P.S.

Tymczasem Wielka Brytania, która już „uwolniła się” tak od Unii Europejskiej, jak i obcokrajowców i obcego transportu, wzbogaciła się niedawno o kolejki na stacjach benzynowych i reglamentację paliwa (zakupy dozwolone do 30 sterlingów). No masz…, okazało się, że narodowcy nie są w stanie dowieźć na czas benzyny do punktów sprzedaży detalicznej.

081. Jeżeli coś wygląda jak goła dupa…

Podczas naszego pobytu w Polsce zdarzało nam się obejrzeć to i owo w telewizji, a tam trochę, jak w bajeczce pana Brzechwy „Na straganie”. Niewolnica Paczuska w płomiennych słowach zaatakowała Mariannę Schreiber, małżonkę ministra w rządzie PiS, Łukasza Schreibera za udział w „Top model”, cholera wie czemu uznając, że winna pytać małżonka o opinię w sprawie własnej kariery, że tak zacytuję: „Dość tej zabawy! Kobieta, która tak nikczemnymi metodami ośmiesza swojego męża jest godna pogardy i MILCZENIA (widocznie dlatego o niej mówi – komentarz mój). I nieważne, czy mąż jest hydraulikiem, czy politykiem. Za te wygłupy najciężej płacić będzie dziecko. Dlatego dość!” Niewolnik Duda zaś po raz kolejny z mównicy napinał się, czerwieniał i puszczał bańki nosem, próbując nastraszyć swym jakże groźnym wyglądem opozycję krytykującą działania rządowe w kryzysie granicznym. Podobno małe psy najgłośniej szczekają. Oddajmy głos poecie:

(…) A kapusta rzecze smutnie,

moi drodzy, po co kłótnie,

po co wasze swary głupie,

wnet i tak zginiemy w dupie zupie.

A to feler!

Westchnął seler”.

Hitem dzisiejszego dnia stała się goła dupa prokuratora – ekspresowo nominowanego przez Ziobrę po zamachu stanu podłej zmiany. Chwiejny, czy też raczej nawalony jak stodoła 38-latek ze Świdnicy polazł nago po zakupy, zdjęcie golasa sugeruje, że monopolowe, ale kto go tam wie… Znając TVP kurwizję, oficjalna wersja może mówić o pragnieniu zakupu leków dla chorej matki. W końcu mógł się tak spieszyć, że się zapomniał ubrać, a działał w sytuacji wyższej konieczności. Z prasy dowiedzieliśmy się, że prokuratorowi grozi dyscyplinarka. Przedyskutowaliśmy w domu sprawę i doszliśmy do wniosku, że to zbyteczne. Są paragrafy na ekshibicjonizm, można skazać gołodupca i dyscyplinarka będzie zbędna, gdyż skazany prawomocnym wyrokiem nie może pracować jako prokurator, chyba że dupa Duda go ułaskawi.

Zdjęcie z portalu swidnica24.pl

Wróciliśmy do domu. Kot Ryszard wygląda, jakby nam przebaczył, choć wiemy skądinąd, że intensywnie czynił podchody do naszych sąsiadów…, tu wyprosił coś do jedzenia, tam wszedł komuś do sypialni…. Ma chłopak pewność siebie. Cóż się dziwić, skoro Ethan, ukochany wnuk naszych sąsiadów traktuje go jak człowieka i rozmawiając przez telefon z dziadkiem prosi o kilka słów do kota, przykładając słuchawkę do ucha Ryszarda.

Wleń – Pałac Lenno.

Ogarnęła nas nostalgia. Nie chciało się nam wracać z urlopu, wiemy że Rodzice i Babcia mocno tęsknią, ale trzeba nam wracać do domu. Polska staje się dla nas coraz mniej atrakcyjna do zamieszkania i pracy, a coraz bardziej do zwiedzania z perspektywy turystów.

080. O urwał! Jestem w Polsce! Obrazki wybrane.

„Rosja to stan umysłu”, głosi powszechnie małpowany slogan dotyczący nietypowych zachowań, wystarczająco często spotykanych w tym kraju, by powstał stereotyp. A ja kilka dni temu wylądowałem w Polsce i odnoszę nieodparte wrażenie, że Polacy chcą udowodnić, że co tam Rosja…!!! Polska, urwał!!!

Wleń, widok z pałacu Lenno.

Lotnisko we Wrocławiu. Działa tylko jeden parkomat i tylko jeden jest oficjalnie wyłączony (znaczy się, jest informacja, że nie działa). Pozostałe działają teoretycznie, ich słodka tajemnica niepełnosprawności wychodzi na jaw dopiero po kilku minutach prób. Ale nie to mnie wzrusza, awarie się zdarzają! Stoję przy parkomacie z biletem w ręku, szukając wzrokiem miejsca, w którym mógłbym dokonać jego sprawdzenia i opłacenia. Nagle widzę przed nosem męską rękę, która pcha swój bilet w jakąś szparę przed moim nosem, a ja mam wrażenie, że za chwilę nastąpi atak ciałem w walce o pozycję przed otworem biletowym. Jestem zdumiony, zatkało mnie, odruchowo się odsuwam. W kraju, z którego przylatuję, takim ludziom się ustępuje, bo prawdopodobnie mają ostry autyzm, zespół Downa lub inne schorzenie, które utrudnia im kontakty społeczne. Polak tego mieć nie musi. Z pewnością ma świetne uzasadnienie na swoje zachowanie. Mógł się „wyjątkowo” spieszyć, a ja stać jak ta pipa przecież.

Wleń – Widok z pałacu Lenno.

Siadam za kierownicą. Przede mną polskie drogi. Nie, nie zanudzę Was historiami o ilości husarii walczącej z czasem (sami wiecie, że Polacy częściej, niż przedstawiciele innych nacji mylą samochód z wehikułem czasu i zamiast ruszyć dupsko odpowiednio wcześnie, próbują nadrobić spóźnienie po drodze, a Polki pod tym względem panom ostatnio wcale nie ustępują – statystycznie rzecz jasna). Dojeżdżam drogą podporządkowaną do skrzyżowania. Po prawej stłuczka, która ogranicza moją widoczność. Drogą główną da się w tym miejscu jechać 100 km/h bez ryzyka wypadnięcia z trasy, a to znaczy, że jak się da, to ktoś to zrobi mimo ograniczenia i dwóch dobrze eksponowanych uszkodzonych samochodów. Delikatnie podjeżdżam próbując dostrzec, czy nic się nie zbliża. Za mną kierowca autobusu zaczyna trąbić (panu chyba się zdaje, że w ten sposób coś przyspieszy). Nie zaryzykuję wpakowania siebie i Świechny pod pędzący pojazd jedynie dlatego, że jakiś Janusz trąbi. Zdaję sobie jednak sprawę, że młody, badź niezbyt często jeżdżący kierowca pod taką presją potrafiłby to zrobić.

Siedlęcin, kładka nad Jeziorem Modrym pod Perłą Zachodu.

Wchodzimy do galerii. Taśmą odgrodzona jest ścieżka dla tych, którzy w kolejce czekają na wpuszczenie do sklepu (limity covidowe), czekamy spokojnie na swoim miejscu, gdy nagle przez taśmę przeskakuje jakiś mężczyzna, stając jak gdyby nigdy nic przed nosem naszym i jeszcze dwóch kobiet, które były tuż przed nami. Pamiętacie scenę z „Co mi zrobisz, jak mnie złapiesz”?

– Pan tu nie stał!

Panie, wsiądzie pan w 125, dojedzie pan na Plac Zamkowy, tam jest kolumna Zygmunta Trzeciego. Pójdzie pan i powie mu: Pan tu nie stał!

Siedlęcin, wieża rycerska.

Poczekalnia u dentysty. Bardzo uprzejma recepcjonistka przyjmuje nasze dane i wskazuje wygodne miejsca, gdzie możemy spocząć. Z gabinetu wychodzi starsza pani, grzecznie pozdrawia nas na do widzenia, obsługa dezynfekuje fotel dentystyczny, byśmy mogli skorzystać z ich usługi. Mija minuta, gdy z ulicy wchodzi z hukiem jakiś typ, na oko skrzyżowanie straganowego sprzedawcy buraków, cinkciarza i miłośnika osiedlowej siłowni. Bez słowa wprowadzenia drze się na dziewczynę z recepcji, że on specjalnie zwalnia się z pracy. Dalsza część jego wypowiedzi świadczy o tym, że to on przywiózł starszą panią, ale stan jego umysłu nie pozwala zrozumieć procedury finansowania zabiegu przez NFZ. On „myślał” (właściwie, to przestrzeń między uszami mu się zjonizowała), że pacjentka będzie od razu leczona, a tu się okazuje, że trzeba wysłać dokumenty do NFZ i czekać na odpowiedź. Procedura nie zależy od nikogo z przychodni, ale to na jej pracownikach pan wyładował frustracje. Poinformowany o kolei rzeczy wychodzi. „PRZEPRASZAM” nie przechodzi mu przez gardło, ale to już nie robi na mnie wrażenia. Dziwnym by było, gdybym się tego po nim spodziewał.

Most kolejowy nad odnogą jeziora Pilchowickiego.

Dolny Śląsk jest piękny, mnie zachwycają szczególnie Sudety i całe Pogórze Sudeckie (bez wyróżniania pomniejszych pasm). Zamki, pałace, przepiękna architektura poniemieckich domów. Zwiedzamy szczęśliwi, rozmawiamy podnieceni o tutejszych cudach: Świechna, Tatko Świechny i ja. Wokół ludzie z takimi wyrazami twarzy, jakby im coś śmierdziało i od ich wysiłku umysłowego zależało, czy przestanie. Nawet kelnerki są tu spięte, niczym szeregowiec obsługujący w kantynie generała. To nie jest w Europie powszechne, kto nie był, musi mi uwierzyć na słowo. W Grajdołkowie jest jak ma być, myśmy Francuza jeść widelcem uczyli!

Wleń, budynek stacji kolejowej na nieczynnej linii kolejowej doliny Bobru.

Wszystko się zmienia. Miejsca, które zostawiłem w 2004 już nie są takie same, tym bardziej ludzie. Nawet alkoholicy spod sklepu w moim ukochanym miasteczku, zdawać by się mogło, że najbardziej stagnacją ogarnięta część społeczeństwa, rotują. Oprócz Cwenia i Garnka, którzy w minionym roku zeszli z tego świata nie wytrzeźwiawszy, brakuje Czubka, który już nie podnosi się z łóżka – z tego samego powodu wygląda ponoć jak schorowany osiemdziesięciolatek. Żaden z nich nie przekroczył pięćdziesiątki. Za dzieciaka grywałem z nimi w gałę. Pod sklepem biegają teraz jakieś monstra, skrzyżowanie dzieła dra Frankensteina z kloszardem – i to takim z lat Wielkiego Kryzysu, obdarci do granic możliwości, szurający resztkami obuwia, szaleństwo mają wypisane na twarzach, mówią do siebie wykrzyknikami i cytując Iana Andersona (Jethro Tull) „spędzają czas w jedyny znany sobie sposób”.

Jethro Tull – Aqualung.

Rozmawiam trochę z ciocią R. o pogrzebach znajomych. Tych, co przez alkohol, tych co przez covid i inne choroby oraz tych, co ze starości. W ciągu 10 minut opowieści, słyszę dwie o kłótniach rodzinnych o miejsce na kwaterze. Ktoś nie godzi się, by ktoś z rodziny leżał w tym samym grobie, co dotychczasowi zmarli z rodziny. „A co Oleńka, a co….?!”, że tak pojadę Kmicicem. Najwidoczniej tych kilka chwil poczucia władzy i kontroli kompensuje dożywotni gniew i urazy rodzinne. Nawet, jeśli przez to wkrótce nie będzie komu opiekować się spornym grobem, bo przegonieni członkowie rodziny będą leżeć na innym cmentarzu, nowe groby będą zaopiekowane, a stare odejdą w zapomnienie.

Wleń, kamienica w południowo-zachodnim narożniku rynku.

Poznajemy nową partnerkę kuzyna, daje się łatwo polubić. Jest miło, zwłaszcza, że wszyscy zajadamy się przepysznymi daniami spod ręki mojego kolegi, wyśmienitego szefa kuchni zatrudnionego do poprawienia działania pewnej restauracji w Świeradowie. Dowiadujemy się, że moja cioteczna bratanica zafascynowała się czytelnictwem. Jesteśmy pozytywnie zaskoczeni tym, jak poważne lektury ma już na swoim koncie. W czasach wszechobecnej propagandy i wojny polsko-polskiej, dobra książka jest w stanie uświadomić, że mało jest rzeczy czarno-białych, jak to próbują wmówić politycy, a etyka nie ma nic wspólnego z zarozumiałą religią udającą, że zna wszystkie odpowiedzi na dylematy moralne. Cieszę się, Świechna również, bo naszej nastolatce przyszło się wcześnie zderzyć z problemami, z którymi dziecko mierzyć się nie powinno. Po okresie ślepego buntu wydaje się, że wkroczyła na drogę konstruktywnego radzenia sobie z zastaną rzeczywistością. Dostała się do najlepszego liceum w regionie i chyba wybrała ścieżkę zgodną z zainteresowaniami.

Wleń, kamienice północnej ściany rynku.

Trzeba pożegnać moją rodzinę. Wracamy w strony Świechny. Ze Świeradowa do Szklarskiej z postojem na punkcie widokowym znanym jako „Zakręt śmierci”. Potem Jelenia. Wkrótce wjadę na wygodne drogi, ale jeszcze nie teraz. Kieruję się na Bolków i mam wrażenie, jakbym poruszał się w jakimś koszmarnym śnie. Do autostrady mam z Zabobrza jakieś 30 km jednopasmowej, krętej drogi krajowej, niby niewiele, ale obserwowane we wstecznym lusterku decyzje kierowców przyprawiają mnie o skok adrenaliny. Każda redukcja mojej prędkości w terenie zabudowanym, spotyka się z jakimś groteskowym rytuałem wyprzedzania mnie przez stado kretynów, które nie da sobie wmówić, że nie powinno się ani wykonywać tego manewru na zakrętach, ani też przekraczać dozwolonej prędkości. Kilka razy jestem wręcz spychany z toru jazdy.

Bóbr, zapora pilchowicka, najwyższa kamienna i łukowa zapora w Polsce i druga co do wysokości wśród wszystkich typów.

Pisałem, że do autostrady miałem 30 kilometrów? Ujechaliśmy 25, gdy zobaczyłem dwóch dawców narządów, którzy pięć minut wcześniej wyprzedzali mnie w charakterystycznych, żółtych kamizelkach odblaskowych z napisem „Polska”. Zawrócili swoje jednoślady i pognali w przeciwnym kierunku. Za nimi sznur samochodów. Co drugi kierowca pokazuje nam na migi, byśmy zawracali. Wypadek! W domu przeczytałem o czołowym zderzeniu w Jeżowie pod Bolkowem (kliknij tu, by obejrzeć). Siedem osób poszkodowanych, w tym dwoje dzieci. Samochody skasowane. Jeden fiut narobił kłopotu tylu ludziom: poszkodowanym, ratownikom, policjantom, lekarzom, rehabilitantom, opiekunom, rodzinom które poniosą koszty szaleńczej jazdy. W drodze do Wrocławia i z powrotem w dolinę Bobru minęliśmy jeszcze dwa korki spowodowane wypadkami, już na autostradzie, która nosi tę nazwę nieuprawnienie ze względu na brak pasa awaryjnego, zbyt krótkie pasy włączenia do ruchu i fakt, że w najbliższej perspektywie nikt nie zamierza tego zmieniać.

Wleń, ratusz i pomnik gołębiarki.

To nie jest norma europejska. To, co na Zachodzie jest sporadyczne, na wschód od Odry i Nysy Łużyckiej jest często spotykanym standardem. Stres, agresja, niebezpieczne zachowania…. Nikt nie jest od nich wolny, ale znaj proporcjum, mocium panie! Można tak, a można inaczej! Nie mówię tylko o drogach, to tylko wycinek życia.

Wleń, pałac Lenno, alejka grabowa.

Dość jednak tych zmyłek. Wakacje w Polsce uważam za bardzo udane. Sami wybieramy miejsca i ludzi, z którymi chcemy spędzić czas, jesteśmy, gdzie chcemy być. Cieszymy się walorami turystycznymi Ojczyzny i jest nam dobrze, a po wakacjach wracamy do Irlandii. Świechna ogląda regularnie filmy youtuberki imieniem Gosia, która po kilku miesiącach próby zadomowienia się w Polsce wróciła do Szkocji stwierdzając, że tam jest jest miejsce. Mógłbym się pod tymi słowami podpisać: Na tę chwilę, moim miejscem jest Irlandia. Dzisiejsza Polska nie spełnia kryteriów mojej wizji domu. Dzicz stanowi tak duży odsetek społeczeństwa, że była w stanie wybrać do władzy szamańskich posługaczy, zwykłą żulię i przekupy o programie dającym streścić się słowami „będzie tak, bo tak powiedziałem i fuj”!

Wleń, widok z góry cmentarnej.

To wszystko jest bardzo ciekawe – z punktu widzenia obserwatora i turysty oczywiście. Chciałbym móc o sobie powiedzieć, że jestem dobrym obserwatorem, ale tak jest tylko czasami. Weźmy dzisiejszy dzień. Najpierw Wrocław i dentysta, a potem trochę przyjemności. Obiad ze Świechną, kawa, lody domowej roboty, napoleonka (wolę nie nazywać jej kremówką, źle mi się kojarzy), miła wybrała ciastko kokosowe, spacer po terenach uzdrowiskowych, no i sanktuarium św. Jadwigi Śląskiej (właściwie Hedwig von Andechs).

Trzebnica, sarkofag Jadwigi Śląskiej.

Wchodzimy do barokowego wnętrza przebudowanego z gotyku, podziwiamy liczne i bogate zdobienia, obrazy i rzeźby, grobowiec z figurą niepodobnej do siebie świętej denatki (troszkę zbyt pulchna im wyszła, jak większość barokowych podobizn, za to nie tak szpetna, jak podobno była). Odnajdujemy kilka śladów gotyku, jednak barok zdecydowanie dominuje. I nagle odkrywam, że znikła kiczowata podobizna Wojtyły, która podczas naszej poprzedniej wizyty szpeciła ścianę w pobliżu grobowca Hedwig. Syf to był nieziemski: papież…, ten papież… Naturalnej wielkości, wysmarowany na płótnie w stylu „przemaluj podobiznę z fotografii”, tak dobrze znanym z odpustowych obrazków, pasujący tak do baroku, jak i do gotyku niczym białe skarpety frotte do czarnego garnituru od Lagerfelda. To jakiś cud. Ktoś ściągnął Karola… i to ze ściany bazyliki. Ciekawe co robią z pomnikami…???

A jest to miejsce niebywałe, sami odczytajcie ten niezbity dowód…

…i jego ilustrację. Jak widać na zdjęciu, Jezus miał prawą rękę wolną. Nie jestem pewien, czy to ma sugerować, że trzymał się nią krzyża, ale obraz mnie zainspirował. Miłych przemyśleń!

Nowe wyzwanie Matki Kurki.

-Co to jest?

-Kandydatka na konkurs piękności!

-Pytam, co ona ma na sobie?!

-To orzeł w koronie, panie reżyserze.

-A czego on gdacze?

-Mam taką koncepcję: Prapolska kura zamiast orła na piersi Matki Kurki, to nasza kura. Ona odpowiada żywotnym potrzebom społeczeństwa! To kura na miarę naszych możliwości! Ty wiesz, co my robimy tą kurą? My otwieramy oczy niedowiarkom. Patrzcie – mówimy – To nasze, przez nas wykonane i to nie jest nasze ostatnie słowo. Już pan Józek – hodowca kurczaków się o to postara. Pracownia Christiana Paula ma coraz to nowe pomysły. I tak nas nie zamkną! Pieniądze na psychiatrię poszły na dofinansowanie TVP oraz nowe pomysły kulinarne Trybunału Kucharskiego (TK)! A po zużyciu zrobi się bulion i protokół spożycia! I to jest słuszna koncepcja!

Dama z kurczakiem – alter ego Matki Kurki na konkursie Miss Supranational 2021.
Limo – Symbole narodowe.

Wspólny projekt pana Józka – hodowcy kurczaków oraz słynnego projektanta z Ameryki i TVP Kurwizja, Christiana Paula. Jak mówi przysłowie: Na pochyłym drzewie każda kura gdacze!

Zespół reprezentacyjny (Lluis LLach cover) – Kura.

Czy dla genetycznych patridiotów istnieje granica obciachu wystarczająco zbliżona do planety Ziemia, bym jej nie pomylił z nieskończonością? Zrozumcie! Mam swoje lata i zdążyłem się przyzwyczaić, że dwie proste równoległe nie mają punktów wspólnych w przestrzeni ograniczonej, a tu zdaje się, że komuś krzyżują się one, rzekłbym, rutynowo. Opuśćmy spodnie i uczcijmy ten fakt minutą ciszy!

079. Frustracje.

Nie lubię poczucia bezsilności. Czy to drobiazg, czy duża rzecz. Właściwie drobiazgi są ważniejsze, bo dotyczą mnie bezpośrednio. Rzeczy wielkie, są tak wielkie, że aż się ich istota rozmywa. Weźmy taką Polskę. Ma tyle wątków, że można się zgubić, a chodzi przecież o to, czy jest wolnym krajem. Sejm sobie przeprowadza głosowania ustaw, chłoptasie od Kukiza głosują inaczej niż rząd. W najważniejszej ustawie dnia również. Niejaka Witek Elżbieta, funkcjonariusz partyjna, popełnia przed kamerami przestępstwo, olewając wynik głosowania i zarządzając nieregulaminowo długą przerwę. Partia wysyła do głosujących „nie tak jak trzeba” chłoptasiów Pawełka kij i marchewkę, a ten kuli uszy po sobie i po wznowieniu obrad głosuje już zgodnie z wolą pana. Prezesa pana. Najpierw za powtórzeniem głosowania, potem przeciw wolności słowa. Bo „się pomylił”. On i jeszcze jeden.

– Tak wiele razy?!

– Tak, tak! Tak wiele razy!

Paweł Kukiz ma co najmniej kilka słabych punktów. Lubi narkotyki, na swoje nieszczęście również te nielegalne. Wykonywał też wolny zawód, który musiał sam rozliczać z fiskusem. Dorobił się niemałego majątku i nie wiem, czy wykazał to w formularzach podatkowych. Służby wiedzą. Podobnie jak wiedzą o skłonnościach do narkotyków. Przesłanki są, można zacząć węszyć, a jeśli trop będzie dobry, szantażować. Dla lepszego efektu można na drugiej szalce położyć marchewkę. Paweł Kukiz śpiewał na festiwalu w Jarocinie A.D.1982 „wciąż bądź sobą”. I zdaje się, że on taki właśnie jest: Tchórzliwy krzykacz, wieczny gówniarz, mocny w gębie, ale wystarczy dać mu prztyka w ucho i ma pełno w gaciach. „Mam czyste sumienie”, mówi piosenkarz, którego już nikt z dawnych fanów nie będzie chciał słuchać, a ja twierdzę, że ma kupę w majtach. I że to jest właśnie prawdziwy on.

Mirosław Czyżykiewicz (Jaromir Nohavica cover) – Myszka Miki.

Po głosowaniu przez kraj przetoczyła się fala komentarzy. Koledzy muzyka wylewają gorycz, bo się poczuli prywatnie dotknięci, bo mu kiedyś podawali rękę, wspierali go i nierzadko bronili, razem żartowali, razem się smucili, opowiadali o prywatnych porażkach i problemach. W jeszcze wolnych mediach ktoś patetycznie napisał, że historia go osądzi. Coście się tak wszyscy historii czepili, mamy tu i teraz, a Pawełek powinien zebrać, co zasiał. Trudno…, spośród tych, z którymi chciałby przebywać, nikt mu już ręki nie poda, wlazł w miejsce Gowina i czeka na komendy oraz kość, może pogadać z parasolowym Brudzińskim o sposobach osłaniania prezesa od deszczu i wiatru oraz z kuwetowym Błaszczakiem o antysystemowej wymianie żwirku. Warto było, Pawełku? Pamiętasz kim byłeś 10 lat temu, a kim jesteś teraz? W filmach byłby to ten moment, gdy główny bohater strzela sobie w łeb, chyba że jest to film Woody’ego Allena, gdzie bohater mówi: „Na razie prokuratura mnie nie ściga, a stan konta rośnie.” Sumienie może poczekać, mówić „Nie przejmuj się, jestem czyste, nic się nie martw, pomogę ci”. I tylko na ulicę trzeba będzie wychodzić w kapturze naciągniętym na czoło, bo gdy piosenkarz zostanie rozpoznany, zdąży powiedzieć „o kurwa”, a sumienie „o ja pierdolę” i trzeba będzie zmykać.

Limeryk o antysystemowcu.

Pewien piosenkarz z okolic Opola

chciał bohaterem zostać pornola.

„Został zwyczajnym

korkiem analnym”

– stwierdziła NIK-u kontrola.

Ojczyzna…? Tak upadała pierwsza Rzeczpospolita. Wystarczyło nastraszyć, bądź przekupić jednego gnoja. Czasem Zandberga, Czarzastego, czy Biedronia, innym razem Kosiniaka. Na stałe był Gowin, ale że go zjedli i wysrali, na jego miejsce wszedł Kukiz, zdaje się tylko, że pomylił strony układu pokarmowego. Za dużo było białego do nosa i przezroczystego bez zakąski (chociaż schłodzona ta wódka była?!).

Media doniosły, że w nocy odbyła się tajna narada rządowa, ale bez teoretycznego szefa rządu. Była Beata „Nam się to po prostu należało” Szydło, znana jako Sołtys Ruina (1:27), był Marek „Członek-Penelopa” Kuchciński, był Ryszard „Pies-Budapren” Terlecki, był człowiek-porażka, Jacek „70 milionów” Sasin oraz ten, co butów jednakowych założyć nie potrafi, nie mówiąc o zapięciu rozporka, czy powstrzymaniu ślinotoku (mlask, mlask), a którego imienia brzydzę się wymawiać. Myślę o tych nieudacznikach, którzy w innych okolicznościach wzbudzaliby co najwyżej litość i przypomina mi się stara psychologiczna prawda: TO, ŻE KTOŚ JEST OFIARĄ, NIE OZNACZA, ŻE NIE MOŻE BYĆ OPRAWCĄ. Nie ma czegoś takiego jak frakcja umiarkowana w zorganizowanej grupie przestępczej. Można być uśpionym kretem, ale gdy przyjdzie rozkaz, trzeba się podporządkować. Dziś sprawy toczą się w Sejmie, więc niepotrzebny tu Plugawy Krystyn, ni prokurator stanu wojennego, ani nawet teoretyczna przewodnicząca trybunału kucharskiego (TK), dziś oni odpoczywają, kto inny wykonuje mokrą robotę, ale wkrótce trzeba będzie stracić to dziewictwo wielokrotnego użytku. I tak wkoło Macieju, dopóki nie pogodzi ich Zakład Karny albo śmierć ich nie rozłączy.